Tusk tłumaczy, dlaczego uciekł z posiedzenia RBN. Nagle zmienił zdanie?

Szef rządu po kilku godzinach obrad opuścił RBN jeszcze przed jego zakończeniem, unikając udziału w dyskusji nad trzecim punktem obrad - dotyczącym wschodnich kontaktów towarzysko-biznesowych marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego.
Tusk krytykuje, ale nie chce rozmawiać?
W oficjalnym komentarzu premier podkreślił, że nie zamierzał uczestniczyć w debacie nad „kontaktami towarzyskimi” marszałka Sejmu i zaznaczył, że Rada Bezpieczeństwa Narodowego „to nie jest miejsce do dyskusji personalnych”. Według Tuska takie zarzuty wobec polityków można łatwo obrócić przeciwko każdemu, jeśli przyjąć taki sposób debaty jako normę. Premier pozwolił sobie nawet na dość osobliwą sugestię i stwierdził, że prezydent Nawrocki powinien być ostrożny w formułowaniu takich oskarżeń, bo może to zaszkodzić jemu samemu.
Polityczna gra czy brak odwagi?
Z perspektywy opinii publicznej zachowanie Tuska wygląda jak próba politycznego uniknięcia trudnych pytań. Rada Bezpieczeństwa Narodowego to najważniejszy organ doradczy w sprawach bezpieczeństwa państwa, powołany do tego, by łączyć wszystkie filary władzy wokół kluczowych wyzwań narodowych. Tymczasem premier, który jest jednym z uczestników RBN, opuszcza obrady, bo prezydent poruszył niewygodny temat? Dla wielu komentatorów to sygnał, że rząd traktuje to ciało bardziej jako scenę do własnych pokazów medialnych niż forum merytorycznej debaty.
Niektórzy komentatorzy sugerują wręcz, że zachowanie Tuska to nie tylko próba uniknięcia niewygodnych rozmów, ale brak odwagi politycznej, by stanąć twarzą w twarz z pytaniami o związki polityków ze środowiskami budzącymi wątpliwości. W demokracji oczekiwanie na jasne odpowiedzi i transparentność to minimum, jakie powinniśmy wymagać od osób sprawujących najwyższe urzędy.
RBN — narzędzie czy teatr polityczny?
Tusk w swoim wystąpieniu po RBN skomentował także kwestie dotyczące współpracy z USA i udziału Polski w Radzie Pokoju. Premier zadeklarował, że Polska pozostaje lojalnym sojusznikiem w relacjach międzynarodowych, ale zapewnił jednocześnie, że „nie będzie wasalem żadnego państwa”.
Takie stwierdzenia, choć modne w mediach, niewiele tłumaczą w kontekście wewnętrznych napięć politycznych: czy Rada Bezpieczeństwa Narodowego ma służyć do wspólnej obrony interesów państwa, czy jako arena politycznych wycieczek?
Jeśli prezydent Nawrocki zwołuje posiedzenie RBN, by zająć się ważnymi kwestiami bezpieczeństwa, i jeśli premier opuszcza obrady, gdy coś w agendzie staje się niewygodne politycznie, to rodzi się pytanie: czy rząd i opozycja w ogóle traktują poważnie instytucje konstytucyjne?
Konsekwencje dla polityki i zaufania społecznego
Dla wyborców i obywateli całej Polski ta sytuacja ma wymiar znacznie większy niż tylko medialna potyczka. Chodzi o wiarygodność władzy i zaufanie społeczne. Premiera, który omija dyskusję o bezpieczeństwie i relacjach towarzyskich swoich kolegów, trudno potem przekonywać, że potrafi stawić czoła prawdziwym wyzwaniom. RBN w założeniu ma być jednością polityków wokół spraw fundamentalnych, a nie instrumentem do prywatnej gry politycznej jednej ze stron.
Społeczeństwo oczekuje nie tylko słów o lojalności, sojuszach i „nie byciu wasalem”, ale konkretów, odwagi politycznej i odpowiedzialności - także wobec własnych wyborców i instytucji państwa. Czy premier Tusk potrafi je jeszcze przedstawić - czas pokaże, ale po wczorajszym RBN wielu Polaków zadaje sobie pytanie: czy naprawdę można uciekać od trudnych tematów w kluczowych momentach?
źr. wPolsce24











