Trzaskowski już przebiera nóżkami, by złamać polską Konstytucję. Jutro transkrypcja aktu "małżeństwa"

To nie jest zwykła „czynność techniczna”, jak próbuje bagatelizować prezydent Warszawy. To przemyślany krok w kierunku obejścia Konstytucji RP i fundamentalnej definicji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny.
Trzaskowski nie ukrywa entuzjazmu
We wpisie na platformie X prezydent stolicy napisał wprost: jego poglądy na temat społeczności LGBT+ nie ograniczają się do mediów społecznościowych, ale przekładają się na „konkretne działanie”. Podkreślił radość z faktu, że na podstawie wyroku TSUE z listopada 2025 r. oraz kolejnych orzeczeń Naczelnego Sądu Administracyjnego, warszawski USC w najbliższych dniach dokona pierwszej transkrypcji. Zapowiedział też, że w kolejnym kroku będzie to robione na wniosek polskich obywateli, którzy zawrą takie „związki” w krajach UE.
Cieszy się też z zapowiedzi premiera Donalda Tuska dotyczącej rozporządzenia, które ma ujednolicić ten proces w całym kraju.
Konstytucja jest jasna
Tymczasem art. 18 Konstytucji RP brzmi jednoznacznie: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”.
To nie jest sugestia ani luźna deklaracja – to naczelna zasada ustrojowa, która definiuje małżeństwo w polskim prawie. Naród w referendum konstytucyjnym zaakceptował tę wizję rodziny opartej na tradycyjnym modelu. Lewica jednak od lat próbuje tę definicję rozmyć, a teraz robi to za pomocą unijnych trybunałów i lokalnych samorządów.
Czytaj także:
Transkrypcja nie jest „neutralna technicznie” – w praktyce oznacza wpisanie do polskich ksiąg stanu cywilnego aktu, który jest sprzeczny z polską definicją małżeństwa. To otwiera furtkę do roszczeń o pełnię praw: wspólne rozliczenia podatkowe, spadki, ubezpieczenia, a w dalszej perspektywie – naciski na adopcję dzieci i inne elementy modelu rodziny. Trzaskowski sam przyznaje, że kwestie skutków prawnych to „odrębna sprawa”, ale wszyscy wiemy, jak takie procesy wyglądają – krok po kroku eroduje się tradycyjny porządek.
Turystyka ślubna i lekceważenie suwerenności
Efekt jest przewidywalny: Polacy (a zwłaszcza aktywne środowiska) będą mogli „wyskoczyć na godzinkę” do Niemiec, Hiszpanii, Danii czy Holandii, wziąć „ślub”, wrócić i domagać się uznania go w Polsce ze wszystkimi konsekwencjami. Poza polskim prawem, poza wolą suwerena, poza logiką biologiczną i cywilizacyjną ciągłością, ale z pełnią przywilejów. To klasyczna strategia lewicy: gdy nie można zmienić prawa demokratycznie (bo społeczeństwo w większości nie popiera rewolucji obyczajowej), robi się to przez sądy, biurokrację i presję zewnętrzną. Najpierw „tylko transkrypcja”, potem „tylko prawa najbliższej osoby”, a na końcu pełne zrównanie z małżeństwem i atak na szkołę oraz wychowanie.
Prezydent Warszawy podkreśla, że działa „w granicach obowiązującego prawa, w tym wyroków sądowych – polskich i europejskich”. To wygodna retoryka. Zapomina jednak, że Konstytucja RP stoi ponad orzecznictwem TSUE w kwestiach ustrojowych i aksjologicznych. To nie Bruksela czy Luksemburg ma prawo redefiniować polską rodzinę.
Czas na zdecydowaną odpowiedź
Polska większość, która chce chronić tradycyjną rodzinę, nie może biernie przyglądać się temu procesowi. Potrzebna byłaby reakcja rządu i parlamentu (ale na nie chwilowo nie możemy liczyć) – obrona konstytucyjnej tożsamości, ewentualne zmiany legislacyjne zabezpieczające skutki transkrypcji oraz przypomnienie, że suwerenem jest Naród, a nie sędziowie z TSUE. Warszawa Trzaskowskiego właśnie pokazała, jak bardzo lewicowa ideologia jest zdeterminowana, by przełamać opór polskiej rzeczywistości. Przebierają nóżkami z radości. My jednak musimy pamiętać: małżeństwo to nie moda ani „prawo człowieka do uznania dowolnego związku” – to fundament społeczeństwa, chroniony przez Konstytucję.
źr. wPolsce24 za X











