To już prawdziwy bunt w państwowej formacji. W SOP wściekli na Kierwińskiego

Kilkunastu dyrektorów SOP wystosowało do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji list otwarty, w którym domagają się przywrócenia do służby komendanta gen. bryg. Radosława Jaworskiego, odsuniętego od obowiązków we wrześniu ubiegłego roku.
To nie jest zwykłe pismo — to bezprecedensowy sygnał nieufności kadry wobec decyzji politycznej, którą wielu w SOP uznaje za krzywdzącą i szkodliwą dla bezpieczeństwa kraju.
Wszystko zaczęło się od incydentu z 9/10 września 2025 r., kiedy samochód Lexus, należący do rodziny premiera Donalda Tuska, został skradziony sprzed jego domu w Sopocie, mimo obecności stałego posterunku SOP i funkcjonariuszy.
Wydarzenie to wywołało ogromne kontrowersje, ale równie kontrowersyjne jest traktowanie sprawy przez kierownictwo resortu spraw wewnętrznych. Zamiast otwartej dyskusji i rzeczowej analizy, gen. Jaworski został wysłany na zaległy urlop, a obecnie przebywa na zwolnieniu lekarskim, co przez wielu w SOP uznawane jest za de facto odsunięcie od obowiązków, co nie normalną procedurę kadrową. Szef MSWiA nie może odwołać szefa SOP bez zgody prezydenta.
STOP politycznemu dyktatowi
W reakcji na tę sytuację kadra kierownicza SOP podniosła alarm, wskazując, że brak faktycznego dowódcy to realne zagrożenie dla funkcjonowania służby i bezpieczeństwa osób ochranianych. Pod pismem podpisało się kilkunastu dyrektorów kierowniczych tej formacji. Tylko dwie osoby z kadry kierowniczej odmówiły podpisu.
To jawne wotum nieufności wobec politycznej decyzji MSWiA, które dotychczas nie znalazło satysfakcjonującego uzasadnienia dla odsunięcia generała.
Co więcej, list kierowany do ministra spraw wewnętrznych i administracji nie jest jedynie formalnością - jego treść jasno pokazuje, że dowódcy SOP uważają, iż działania resortu osłabiają strukturę formacji, zamiast budować ją wokół stabilnych i doświadczonych liderów.
To tym bardziej przykre, że Jaworski, który komendantem SOP został powołany jeszcze za rządów poprzedniej kadencji przez ówczesne władze, cieszy się szacunkiem wewnątrz służby i ma za sobą lata doświadczenia w ochronie najważniejszych osób w państwie.
Ministerstwo potwierdza, ale milczy
Ministerstwo potwierdziło otrzymanie listu, ale na razie ogranicza się do lakonicznych stwierdzeń, że SOP realizuje swoje zadania bez przeszkód, i zapowiedziało, że odniesie się do treści pisma w najbliższym czasie.
Dla wielu jednak to za mało, zarówno kadra, jak i obserwatorzy sceny politycznej wskazują, że odpowiedź powinna być konkretna, a decyzje wyraźne: albo generał wraca do służby, albo resort bierze odpowiedzialność za dalszy los tej kluczowej formacji.
Sytuacja ta ma pierwszorzędne znaczenie nie tylko dla przyszłości SOP, ale dla ogólnego zaufania do państwowych służb zabezpieczających władzę. Gdy kierownictwo mundurowe wyraża otwarty sprzeciw wobec decyzji politycznej, to nie jest drobna wewnętrzna sprzeczka, to sygnał, że polityka zaczyna przesłaniać bezwzględne priorytety bezpieczeństwa.
Dla społeczeństwa oznacza to pytanie o to, czy służby w Polsce mają stać się przedmiotem bieżących rozgrywek, czy nadal mają być apolitycznymi strażnikami stabilności i porządku.
źr. wPolce24 za rmf24











