Tak Tusk oszukuje prezydenta. Publicznie się do tego przyznał. "To jest kompromitacja tego człowieka"
"Otwarte karty" czy cyniczne oszustwo?
Obecny prezes Rady Ministrów publicznie przyznał się do politycznego kuglarstwa, chwaląc się, że celowo "zaszywał" ważne przepisy – dające władzy kontrolę nad zarobkami w SPZOZ-ach – w zupełnie innych ustawach. Cel był jeden: oszukać prezydenta, by ten "się nie zorientował". Jak trafnie zauważają komentatorzy, to jawne przyznanie się do szalbierstwa i celowego manipulowania procesem legislacyjnym. Zapowiedź Donalda Tuska, że po przeszło dwóch latach rządzenia teraz zacznie grać w "otwarte karty", to w istocie kompromitacja i dowód na to, że dotychczas bez skrupułów oszukiwano demokrację, konstytucję i całe polskie społeczeństwo.
Służba zdrowia: VIP-y w salonikach, niepełnosprawni na ulicy
Szczytem hipokryzji tej władzy jest gigantyczna afera w Szpitalu Południowym w Warszawie – placówce, którą Rafał Trzaskowski chwalił się w kampanii prezydenckiej. Zorganizowano tam specjalną, trzecią "ekskluzywną prędkość" leczenia z salonikami dla posiadaczy legitymacji partyjnych. Według słów Donalda Tuska, w szpitalu po prostu "zaciął się system", jednak afera ujrzała światło dzienne tylko dlatego, że ktoś z personelu miał już dość tej patologii i powiadomił media.
W tym samym czasie, gdy prominentni politycy korzystali ze specjalnego traktowania, w kwietniu tego roku niezdolna do samodzielnej egzystencji pacjentka została wypisana z tego samego szpitalnego oddziału ratunkowego w koszuli i kapciach. Kobietę posadzono na wózek inwalidzki, wywieziono przed budynek i pozostawiono samą na ławce, bez opieki.
Sąd okręgowy ocenił to bezduszne traktowanie jako rażące naruszenie godności człowieka.
- To dobitnie pokazuje kastowość tej ekipy – czują się nadludźmi, mogącymi testować na zwykłych obywatelach najgorsze systemy poniżania, uznając ich za obywateli gorszego sortu. Równolegle, poprzez zmuszanie szpitali do dzierżaw i ograniczanie świadczeń, rząd po cichu realizuje prywatyzację ochrony zdrowia, wprowadzając system, w którym publiczne leczenie staje się niedostępne - mówi posłanka.
Sabotaż kluczowych inwestycji i "wasale Niemiec"
Podległość rządu Donalda Tuska wobec obcych państw, a w szczególności wobec Niemiec, jest wręcz przerażająca. Niedawno z Berlinem wynegocjowano umowę, którą specjalnie obniżono rangą z traktatu, by pozbawić prezydenta RP możliwości jej zawetowania. Dokument ten razi brakiem symetrii i uprzywilejowuje stronę niemiecką kosztem Polski. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz potulnie podpisał umowę, ignorując nawet fakt brutalnego pobicia Polaków przez berlińską policję. Rządzący stali się wasalami realizującymi interesy zachodniego sąsiada, godząc się na rolę "podludzi" w relacjach międzynarodowych.
Ten obcy dyktat widać również w gospodarce. Strategiczne polskie projekty – jak elektrownia jądrowa, Centralny Port Komunikacyjny czy samochód elektryczny Izera – były przez miesiące niszczone wizerunkowo i blokowane pod pretekstem rzekomych nieprawidłowości. Po licznych audytach, które niczego nie wykazały, rządzący ogłaszają triumfalny powrót do projektów, jednak w formie okrojonej, służącej jedynie metropoliom i z kilkuletnim opóźnieniem. To opóźnienie sprawia, że Polska staje się jeszcze bardziej uzależniona od zagranicznych źródeł energii, a Polakom pozostanie godzić się na instalowanie niemieckich wiatraków tuż za płotem – co cynicznie ubiera się w hasła o "ekologii".
Działania obecnej władzy dowodzą, że dążą oni do budowy państwa wygodnego i silnego wyłącznie "dla swoich". Reszta społeczeństwa ma jedynie ponosić konsekwencje decyzji tej grupy politycznej i składać się na ich przywileje. Pozostaje mieć nadzieję, że te szokujące przykłady arogancji otworzą Polakom oczy, a w przyszłym roku przy urnach wyborczych obywatele ostatecznie pozbawią tę elitę władzy.
źr. wPolsce24











