Rocznica 17 września i kuriozalny wpis Kierwińskiego. Wytknęli mu to natychmiast: „Gdzie wtedy byliście?!”. Śmieją się nam w twarz

W rocznicę 17 września 1939 roku Marcin Kierwiński postanowił podzielić się ze światem swoimi „odkrywczymi” przemyśleniami:
„17 września 1939 ZSRR napadł na Polskę. Barbarzyństwo Stalina jest wskazówką, jak czytać dziś Putina. Inne czasy, metody podobne. Polska wyciągnęła wnioski z tej tragicznej lekcji. Budujemy silną armię, silne służby, bezpieczną granicę”.
Czytając te słowa, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z rażącą amnezją – albo z celową próbą zakpienia z inteligencji Polaków.
Kto tu wyciągał wnioski? Pamiętamy „reset” z Moskwą
Kierwiński z powagą godną męża stanu pisze o „odczytywaniu Putina” i „wyciąganiu wniosków”. Wypada więc zapytać: gdzie były te wnioski, gdy jego formacja polityczna forsowała bezkrytyczny „reset” w relacjach z Moskwą? To przecież rząd Donalda Tuska z lubością układał relacje z kremlowskim satrapą, rozmawiał z nim „takim, jaki on jest”, a czołowi politycy tej ekipy wymieniali uściski i gesty sympatii z człowiekiem, który już wtedy miał na rękach krew Czeczenów i Gruzinów. Kiedy prezydent prof. Lech Kaczyński w 2008 roku w Tbilisi ostrzegał przed imperializmem Moskwy, ówczesny obóz władzy zbywał te słowa kpinami. Dziś ci sami ludzie próbują przebierać się w szaty jastrzębi i niezłomnych antyrosyjskich patriotów.
17 września to nóż w plecy, ale kto uderzył pierwszy?
Kierwiński pisze o napaści sowieckiej, lecz wygodnie unika pełnego kontekstu historycznego. 17 września 1939 roku nie wydarzył się w próżni. Polska walczyła na dwóch frontach dlatego, że dwa tygodnie wcześniej została napadnięta przez Niemcy. Rzeczpospolita stała się ofiarą zbrodniczego paktu Ribbentrop-Mołotow.
Tymczasem polityczni patroni dzisiejszej koalicji rządzącej – z Angelą Merkel i kolejnymi niemieckimi kanclerzami na czele – przez całe dekady realizowali politykę ponad głowami Warszawy i Europy Środkowej. Budowa gazociągów Nord Stream i Nord Stream 2 była niczym innym jak współczesnym odpowiednikiem geopolitycznego porozumienia Berlina i Moskwy kosztem bezpieczeństwa naszego regionu.
Historia lubi się powtarzać. W dwudziestoleciu międzywojennym mieliśmy traktat w Rapallo, porozumienia z Locarno otwierające drogę do rewizji wschodnich granic oraz tajne ćwiczenia Reichswehry na sowieckich poligonach (m.in. w Lipiecku i Tomce). Po latach elity zza Odry znów postanowiły tuczyć kremlowskiego agresora miliardami euro za surowce, ignorując wszelkie ostrzeżenia płynące z Warszawy. Czy politycy Platformy wiedzą coś o tym, czy za naszymi plecami znów nie toczą się zakulisowe targi między Berlinem a Moskwą? Ich milczenie w tej kwestii jest wyjątkowo wymowne.
Hipokryzja w sprawie obrony granicy
Najbardziej kuriozalnie w ustach Kierwińskiego brzmi jednak deklaracja o „budowaniu bezpiecznej granicy i silnych służb”. Pamięć Polaków nie sięga zaledwie kilku tygodni wstecz. Wszyscy doskonale pamiętamy, jak wyglądała postawa kolegów partyjnych Kierwińskiego, gdy jesienią 2021 roku reżimy Łukaszenki i Putina rozpoczęły operację hybrydową przeciwko Polsce.
Przerzut nielegalnych migrantów z Bliskiego Wschodu i Azji był scenariuszem napisanym od początku do końca na Kremlu. A co robili wówczas posłowie i aktywiści związani z obozem obecnej władzy? Biegali wzdłuż linii granicznej z reklamówkami i pizzą, próbowali forsować kordony, lżyli i poniżali polskich żołnierzy oraz funkcjonariuszy Straży Granicznej i Policji, a budowę zapory nazywali „marnowaniem pieniędzy”. Głosowali w Sejmie przeciwko barierze na granicy, a ich medialne zaplecze wylewało pomyje na obrońców polskich rubieży.
Dziś, gdy sondaże pokazują, że Polacy jednoznacznie żądają twardego bezpieczeństwa, Marcin Kierwiński bez mrugnięcia okiem ogłasza się obrońcą granic.
Warto przypomnieć politykom obecnej większości: 17 września 1939 roku to data zbyt tragiczna, a pamięć o ofiarach sowieckiego terroru zbyt święta, by używać jej jako taniego parawanu dla własnej, skrajnie nieodpowiedzialnej polityki z przeszłości. Polacy pamiętają – zarówno o zbrodniach sowieckich, jak i o tych, którzy przez lata przymykali oko na zagrożenie ze Wschodu.
źr. wPolsce24








