Co za absurd. Rzecznik Praw Dziecka ściga... darmowe lody dla wzorowych uczniów. Koniec 25-letniej tradycji!

Powód? Oficjalna interwencja Rzecznika Praw Dziecka, Moniki Horny-Cieślak. Bo przecież lenistwo i brak wyników trzeba zrównać z pracowitością, żeby nikomu nie zrobiło się „smutno”.
Dla dzieci z Pszczyny dzień zakończenia roku szkolnego od 25 lat wyglądał tak samo. Dumne ze swoich sukcesów, szły do kultowej „Lodziarni Pod Dębem”. Tam czekał na nie uśmiech właścicieli i zasłużona, słodka nagroda. Tradycję tę zapoczątkował świętej pamięci Tadeusz Hałas, założyciel lodziarni, a z powodzeniem kontynuowała jego żona, pani Jolanta. Co roku setki dzieciaków z czerwonym paskiem na świadectwie celebrowało tam owoc swoich całorocznych starań.
Do akcji wkroczyły jednak centralne organy państwowe uzbrojone w ideologiczne fobie.
Nagradzanie za pracę to „wykluczenie”? Chory egalitaryzm w natarciu
Jak poinformowali zszokowani i zasmuceni właściciele lodziarni, do ich punktu wpłynęło oficjalne, imienne pismo od Rzecznika Praw Dziecka z „prośbą” o natychmiastowe zaprzestanie tej inicjatywy. Za kuriozalną interwencją stoi najprawdopodobniej donos jednego z „progresywnych” rodziców, którego pociecha paska na świadectwie nie wywalczyła.
Argumentacja Biura Rzecznika Praw Dziecka poraża infantylizmem i logicznym fikołkiem. Zdaniem urzędu, darmowy lód za dobre oceny może nieść „negatywne skutki społeczne”, generować „nadmierną presję psychiczną”, promować „niezdrową rywalizację” oraz prowadzić do... „wykluczenia rówieśniczego” tych, którzy uczyć się nie chcieli lub nie potrafili.
Przekładając ten urzędniczy bełkot na ludzki język: w imię fałszywie pojętej równości nie wolno w żaden sposób wyróżniać ani nagradzać tych, którzy dają z siebie wszystko. Masz się nie wychylać, masz być przeciętny, bo system nie znosi jednostek ambitnych.
Oto doczekaliśmy czasów, w których promowanie pracowitości, systematyczności i dążenia do wiedzy uznawane jest przez państwowe instytucje za grzech i patologię. Według tej logiki, loda powinien dostać każdy – bez względu na to, czy przez cały rok zarywał noce nad książkami, czy zbijał bąki.
Mieszkańcy i radny murem za przedsiębiorcami
Na szczęście zdrowy rozsądek w narodzie jeszcze nie zginął. Decyzja RPD wywołała potężną falę oburzenia w Pszczynie i w internecie. W obronie niszczonej tradycji i lokalnego biznesu stanął tamtejszy radny miejski, Jacek Granda. Samorządowiec ostro skrytykował warszawską biurokrację, wytykając jej całkowity brak wyczucia i odklejenie od rzeczywistości.
Dzieci mają frajdę. Rodzice uśmiech. Społeczność trochę więcej dobra. Takie inicjatywy warto chronić, a nie piętnować” – skwitował radny Granda, deklarując pełne wsparcie dla nękanej rodziny właścicieli lodziarni.
Głosy internautów w mediach społecznościowych są jeszcze bardziej jednoznaczne. „Przestańmy nagradzać mądrych i pracowitych, bo się reszta poczuje urażona. Masakra”, „Chory świat”, „Wstyd za takie postanowienie” – to tylko niektóre z tysięcy komentarzy, jakie zalały sieć.
Dokąd zmierzasz, Polsko?
Sprawa z Pszczyny to nie jest odosobniony przypadek – to groźny symptom cywilizacyjnego regresu. Urzędy, które powinny chronić dzieci przed realną przemocą, patologiami w domach czy narkotykami, marnują publiczne pieniądze i czas na ściganie gałki lodów truskawkowych dla wzorowego ucznia.
Wychowywanie młodego pokolenia w duchu bezstresowości, w którym znosi się oceny, eliminuje prace domowe, a teraz zakazuje nagradzania za sukcesy, doprowadzi do wychowania ludzi niesamodzielnych, roszczeniowych i niezdolnych do jakiegokolwiek wysiłku. Jeśli od małego będziemy wmawiać dzieciom, że nagroda należy się „za sam fakt istnienia”, to zderzenie z dorosłym rynkiem pracy będzie dla nich dramatem.
Właścicielom „Lodziarni Pod Dębem” współczujemy i dziękujemy za 25 lat pięknej lekcji i doceniania ciężkiej pracy. A urzędnikom z Warszawy radzimy: zajmijcie się realnymi problemami, zamiast terroryzować dzieci z czerwonym paskiem.
źr. wPolsce24 za pszczyna.naszemiasto.pl











