Siedział w więzieniu za zbrodnię, której nie popełnił. Prokuratura walczy, by nie dostał za to odszkodowania

Sprawa miała swój początek w listopadzie 1998 r., kiedy w Krakowie zaginęła 23-letnia studentka Katarzyna Zowada. Dwa miesiące później w śrubę płynącej po Wiśle barki wplątał się kaawałek ludzkiej skóry. Policyjni nurkowie wyłowili wkrótce potem kolejne części ciała. Badania DNA nie pozostawiały wątpliwości, że to zaginiona studentka.
Skazano rencistę
Zabójcy nie udało się odnaleźć przez blisko 20 lat. Dopiero w październiku 2017 r. na krakowskim Kazimierzu zatrzymano rencistę Roberta Janczewskiego, który od lat leczył się psychiatrycznie. Śledztwem kierował prok. Piotr Krupiński. Janczewski spędził za kratami siedem lat, w tym cztery w tzw. eNce, czyli celi o zaostrzonym rygorze dla niebezpiecznych więźniów. 14 września 2022, po dwóch latach niejawnego procesu, Sąd Okręgowy w Warszawie skazał go na dożywocie.
Dwa lata później Sąd Apelacyjny w Krakowie zmienił ten wyrok. Janczewski został uniewinniony od wszystkich zarzutów. W zasadzie wszystkie podjęte w niej [w sprawie – red.] przez organy czynności dowodowo-procesowe (i operacyjno-rozpoznawcze) ukierunkowane były wyłącznie na osobę oskarżonego, a im dłużej trwały, nie przynosząc spodziewanych efektów, tym bardziej jeszcze na nim się koncentrowały – napisał w uzasadnieniu wyroku sędzia.
Prokurator Krupiński nie zgodził się z tym wyrokiem i od razu zapowiedział kasację. Złożył ją kilka miesięcy później. Postawił aż 23 zarzuty wyrokowi II instancji i wnosił o przekazanie tej sprawy do innego sądu apelacyjnego. 25 czerwca 2026 Sąd Najwyższy oddalił tę kasację jako oczywiście bezzasadną. Równocześnie uznał, że niektórymi zawartymi w niej stwierdzeniami – m.in. tym, że według niego sędziowie sądu apelacyjnego mieli dobierać skład i orzekać kierując się chęcią osiągnięcia korzyści majątkowych lub osobistych, co zdaniem sądu nie zostało przez Krupińskiego udowodnione i miało na celu ich zdyskredytowanie – powinien zająć się rzecznik dyscyplinarny prokuratury.
Domaga się zadośćuczynienia
Równocześnie od 19 lutego 2026 r. przed Sądem Okręgowym w Katowicach toczy się proces, w którym Janczewski domaga się aż 22,7 mln złotych zadośćuczynienia za to, co przeszedł. Życie mojego klienta zostało całkowicie zrujnowane. Co budzi jednak największą grozę, to że do tego koszmaru niewinnego człowieka doprowadziły policja i prokuratura, przez ponad 20 lat dręcząc Roberta prowokacjami, podsłuchami, eksperymentami, a na koniec całkowicie niesłusznym pozbawieniem wolności – powiedział jego pełnomocnik, mec. Łukasz Chojniak.
Jak informuje Wirtualna Polska, teraz prokuratura robi wszystko, by wyrok w tej sprawie nie zapadł. Już na pierwszej rozprawie prok. Magdalena Mączka-Smelcerz oraz Karolina Ragankiewicz, reprezentujące Skarb Państwa, wniosły o odroczenie sprawy do czasu, aż zapoznają się z ponad 650 tomami sprawy karnej, na podstawie których Janczewski został uniewinniony. Sąd odrzucił ich wniosek, uzasadniając, że całość akt nie jest niezbędna w postępowaniu, które dotyczy odszkodowania za niesłuszne tymczasowe aresztowanie.
Celowo przeciągają proces?
Pełnomocniczki Skarbu Państwa podjęły kolejne działanie – 3 sierpnia złożyły wniosek o wyłączenie sędziego, bo ten podczas przerwy odbył rozmowę z pełnomocnikami Janczewskiego. Dotyczyła powołania biegłych z zakresu medycyny. 26 sierpnia sąd oddalił ten wniosek. Jak informuje WP, prokuratura i Skarb Państwa chcą, by Janczewski znów został zbadany przez biegłych, tym razem powołanych przez sąd, pod kątem tego, jak aresztowanie wpłynęło na stan jego zdrowia.
Zdaniem mec. Chojniaka prokuratura celowo przeciąga sprawę. Zauważył, że ponowne wykonanie badań przez różnych lekarzy, a następnie przesłuchanie ich na rozprawach, wydłuży proces o kilka lat. Prokuratura chyba liczy na to, że a nuż Robert nie dożyje momentu, w którym to zadośćuczynienie zostanie mu wypłacone – powiedział.
Żurek rozważa skargę do izby, której nie uznaje
To jednak nie koniec. Jak informuje WP, 21 sierpnia Departament Postępowania Sądowego Prokuratury Krajowej wystąpił do Sądu Okręgowego w Katowicach o wypożyczenie akt sprawy Janczewskiego. Ministerstwo Sprawiedliwości powiedziało dziennikarzom, że pismo w tej sprawie skierowano do sądu po zapoznaniu się z notatką pisemną sporządzoną przez prokuratora P. Krupińskiego, w której wskazał na wystąpienie w jego ocenie podstaw do wywiedzenia tego nadzwyczajnego środka odwoławczego – złożenia przez Prokuratora Generalnego skargi nadzwyczajnej.
Jak zauważa WP, minister Waldemar Żurek, który rozważa teraz jej złożenie, 21 stycznia zaprezentował w Sejmie projekt ustawy, która zakładała.... likwidację instytucji skargi nadzwyczajnej. Argumentował, że skarga rozwala system i pewność prawa dla obywatela.
Co więcej, zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym, skargi nadzwyczajne rozpoznaje Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN. Żurek, podobnie jak reszta rządu, kwestionuje legaalność tej izby i twierdzi, że jej sędziowie zostali wadliwie powołani przez neo-KRS. Ministerstwo poinformowało WP, że z tego powodu ewentualna skarga nadzwyczajna byłaby skierowana do innej izby SN. Jak jednak zauważa portal, prezes SN i tak najprawdopodobniej prześle ją właśnie do Izby Kontroli Nadzwyczajnej.
źr. wPolsce24 za WP.pl









