SAFE zamiast reparacji? Przebiegłość niemieckiego planu poraża swoją bezczelnością
Problem w tym, że SAFE to instrument Komisji Europejskiej, a nie rządu w Berlinie. Trudno więc mówić o klasycznych reparacjach. Dodatkowo wartość polskich strat wojennych szacowano na kwoty wielokrotnie wyższe niż potencjalne umorzenie unijnego kredytu.
Wątek „zadośćuczynienia” miał pojawić się podczas posiedzenia sejmowej komisji obrony, gdzie wiceminister obrony Cezary Tomczyk mówił o możliwości umorzenia pożyczki w kontekście odszkodowań za niemieckie zbrodnie w czasie II wojny światowej. Część polityków obozu rządzącego dystansuje się od tej interpretacji, a opozycja nazywa ją manipulacją.
Wątpliwości budzi także struktura wydatkowania środków. Choć deklaruje się, że większość pieniędzy ma zostać zainwestowana w Polsce, „polską firmą” może być – według szerokiej definicji – także podmiot z zagranicznym kapitałem, jeśli działa i płaci podatki w kraju. To rodzi pytania, ile realnie zyska rodzima zbrojeniówka.
Dodatkowo wypłata środków z SAFE ma być uzależniona od mechanizmu warunkowości, czyli oceny realizacji zobowiązań. Oznacza to, że kolejne transze nie są bezwarunkowe.
Krytycy programu wskazują, że Niemcy same nie korzystają z SAFE, a jednocześnie mogą pośrednio zyskać na kontraktach zbrojeniowych w Polsce. W tym kontekście pojawia się pytanie: czy SAFE to realne wzmocnienie obronności, czy polityczna próba „opakowania” pożyczki jako historycznego zadośćuczynienia?
Więcej w materiale Wiadomości wPolsce24
źr. wPolsce24











