Sąd opublikował uzasadnienie wyroku na Gawłowskiego. Miażdży narrację o "pisowskiej prokuraturze"!

Przypomnijmy: polityk, który przez wiele lat był związany z Platformą Obywatelską, usłyszał w 2017 roku zarzuty korupcyjne w związku z tzw. aferą melioracyjną. 31 lipca został uznany za winnego większości zarzucanych mu czynów i skazany nieprawomocnie na 5 lat więzienia, grzywnę i zakaz zajmowania stanowisk publicznych przez 10 lat. Dzień później zawiesił swoje członkostwo w Platformie.
Pojawiło się uzasadnienie
Mam marzenie, żeby każdy, kto się wypowiada w tej sprawie, żeby chociaż pobieżnie albo się zapoznał z tym materiałem dowodowym, albo poczekał na uzasadnienie sądu, które będzie stosunkowo szybko – powiedział w dniu ogłoszenia wyroku sędzia Grzegorz Kasicki. Jak informuje Wirtualna Polska, pisemne uzasadnienie wyroku opublikowano dopiero teraz, kilka miesięcy po sprawie, na portalu orzeczeń szczecińskiego sądu. Ma sygnaturę III K 211/19.
W trakcie procesu Gawłowski twierdził w mediach społecznościowych, że śledczy prowadzący jego sprawę mają motywacje polityczne i nazywał ich pisowskimi prokuratorami. Sąd uznał, że było to przekroczenie granic słowa i naruszenie prawa do obrony. Używanie tego typu argumentów ad personam nie licuje z powagą sądu i w ocenie sądu nie zachowuje standardów związanych ze spornością procesu sądowego. Ma to charakter publicystyczny, medialny i pozamerytoryczny – czytamy w uzasadnieniu.
Sąd podkreślił, że trudno tu mówić o „pisowskiej prokuraturze” gdyż były to czasy niezależnej prokuratury pod rządami Andrzeja Seremeta oraz ministra sprawiedliwości Marka Biernackiego z Platformy Obywatelskiej, a następnie Cezarego Grabarczyka i Borysa Budki – również z PO. Sąd podkreślił też, że śledztwo w sprawie afery melioracyjnej początkowo nie dotyczyło w ogóle Gawłowskiego. Relacje o jego możliwym udziale pojawiły się w zeznaniach jednego z oskarżonych, które złożył jeszcze przed zmianą władzy, w czerwcu 2014 roku. Dlatego też sąd ocenił, że zarzuty o preparowanie sprawy nie przystają do czasu ujawnienia tych informacji w postępowaniu i jako takie są całkowicie chybione, a w ocenie sądu obliczone na wywołanie efektu medialnego
Uważa, że wyrok był wydany pod presją
Gawłowski twierdził też, że ta sprawa była atakiem nie tylko na niego, ale też na jego rodzinę. Sąd nie zgadza się z tą opinią. Stwierdził, że kilka osób z jego otoczenia, w tym żona, faktycznie usłyszało zarzuty. Wynikały one jednak z konkretnych ustaleń śledztwa, miały wąskie podstawy i dotyczyły ukrywania przyjętych korzyści majątkowych.
Sam Gawłowski nie zgadza się z tym orzeczeniem. W rozmowie z WP stwierdził, że to wyrok oparty na pomówieniach ludzi, którzy sami przyznali się do wzajemnego korumpowania. Uważa, że sędzia skazał go, bo bał się, że jego uniewinnienie narazi go na falę krytyki biorąc pod uwagę atmosferę wokół tej sprawy, w tym wypowiedzi krytykujących go publicznie polityków, jak Jarosław Kaczyński czy Andrzej Duda. Łatwiej było mu mnie skazać, bo wtedy nikt na niego nie pluje, niż mnie uniewinnić, bo wtedy by pluli na niego różni ludzie – stwierdził dodając, że wraz ze swoim adwokatem złożył już obszerną apelację.
źr. wPolsce24 za WP.pl











