„Rzeźnik z NFZ” i uderzenie w leczenie zaćmy. Cieszyński ostrzega: „Mniej zabiegów, dłuższe kolejki”
Impulsem do dyskusji był wpis posła PiS Janusza Cieszyńskiego, który w ostrych słowach skrytykował decyzje kierownictwa NFZ. Polityk napisał, że wiceprezes funduszu „ogłosił dziś kolejne cięcia”, wskazując na planowane ograniczenia finansowania zabiegów.
Zaćma bez kolejek? To może się skończyć
Jeszcze niedawno operacje usunięcia zaćmy były przedstawiane jako przykład skutecznej interwencji systemowej. Kluczową rolę odegrało wprowadzenie nielimitowanego finansowania – rozwiązania wdrażanego za rządów PiS – które doprowadziło do wyraźnego wzrostu liczby zabiegów i skrócenia kolejek w większości regionów do kilku tygodni.
Podobny efekt, choć mniej nagłośniony, dotyczył także leczenia jaskry. W ostatnich latach dostępność diagnostyki i terapii tej choroby również uległa wyraźnej poprawie, co środowisko medyczne wiązało z decyzjami organizacyjnymi i finansowymi podejmowanymi w poprzedniej kadencji rządu.
To istotne nie tylko z punktu widzenia jakości życia pacjentów. Przywrócenie wzroku oznacza często powrót do pracy i większą samodzielność, co przekłada się także na wpływy do budżetu państwa.
„Efekt łatwo przewidzieć”
Według Cieszyńskiego planowane zmiany mogą szybko odwrócić ten trend.
- Efekt łatwo przewidzieć: mniej zabiegów, dłuższe kolejki - ostrzega parlamentarzysta.
Mechanizm, o którym mowa, polega na ograniczeniu opłacalności wykonywania świadczeń ponad kontrakt oraz opóźnieniu płatności. To rozwiązanie znane już z innych obszarów systemu, które w praktyce często prowadzi do zmniejszenia liczby wykonywanych procedur.
Decyzje finansowe, przewidywalne skutki
Choć określenie wiceprezesa funduszu Jakuba Szulca mianem „rzeźnik z NFZ” ma charakter politycznej hiperboli, sedno sporu nie dotyczy retoryki, lecz decyzji finansowych, które wprost przełożą się na dostępność leczenia. Ograniczenie opłacalności zabiegów ponad limit i opóźnianie płatności to w praktyce sygnał dla szpitali: robić mniej. W systemie publicznym oznacza to jedno – szybki powrót kolejek i presję na pacjentów, by szukali pomocy prywatnie.
To nie jest kwestia „wątpliwości”, tylko przewidywalnych skutków polityki cięć. Zamiast naprawy wycen i zarządzania systemem, rząd sięga po najprostsze narzędzie – ograniczanie wydatków tam, gdzie akurat udało się osiągnąć poprawę. W przypadku leczenia zaćmy oznacza to ryzyko zmarnowania jednego z nielicznych realnych sukcesów ostatnich lat.
Powrót do punktu wyjścia?
Jeśli zapowiadane zmiany wejdą w życie, scenariusz wydaje się prosty: mniej wykonywanych zabiegów, wydłużające się kolejki i rosnąca rola sektora prywatnego. To dokładnie ten model, z którym system ochrony zdrowia zmagał się przez lata.
Spór o zaćmę i finansowanie NFZ to więc nie tylko kolejna polityczna wymiana ciosów. To test dla rządu – czy utrzyma rozwiązania, które poprawiły dostępność leczenia, czy będzie brnął w politykę oszczędności, której koszt poniosą pacjenci.
źr. wPolsce24











