ROZMOWA WIKŁY. Dzięki Hołowni dostał się do Sejmu, teraz mu ubliża: Chłopiec wspaniale zajmował się sobą
Dyktatura i "uchwała kagańcowa" u Hołowni
Koalicja Obywatelska i jej koalicjanci chętnie szafują hasłami o demokracji, ale rzeczywistość w ich własnych szeregach wygląda zgoła inaczej. Rafał Komarewicz poseł nowopowstałego klubu Centrum - rozłamowców z Polski 2050 przekonywał, że w poprzednim klubie wprowadzono "uchwałę kagańcową", która całkowicie paraliżowała działania i decyzyjność posłów.
Decyzja o rozłamie była według niego podyktowana tym, że liderzy partii skupili się na załatwianiu posad, w tym stanowiska wicepremiera, zamiast realizować obietnice gospodarcze.
Z ust Komarewicza padły ostre słowa pod adresem samego Szymona Hołowni, człowieka, dzięki któremu dostał się do Sejmu. Hołownia, według posła, po objęciu stanowiska marszałka Sejmu miał przestać interesować się polityką wewnątrz koalicji.
- Chłopiec wspaniale zajmował się sobą i nabijał sobie popularność – skwitował gorzko Komarewicz, dodając, że porzucono rzeczy ważne dla obywateli. Dowodem na polityczne "czystki" u Hołowni ma być również fakt, że po odejściu Komarewicza, władze partii w ciągu jednego dnia kazały zrezygnować z członkostwa jego asystentowi.
Kolesiostwo w zbrojeniówce?
W rozmowie poruszono także niepokojący wątek unijnego programu na zbrojenia i firmy powiązanej z Pawłem Poncyljuszem. Redaktor Wikło wprost wskazał na niebezpieczeństwo mechanizmu warunkowości przy braniu wielomiliardowych kredytów z Unii. Dziennikarz przypomniał, że w całą sprawę zaangażowana jest firma bez żadnej fabryki i mocy produkcyjnych, a jej rola mogłaby sprowadzić się do pośrednictwa i kupowania sprzętu od Niemców, by potem "sprzedać drożej" Polsce.
Komarewicz przyznał, że to "zły pomysł" i wyraził nadzieję, że wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz zablokuje udział tego podmiotu w programie, by pieniądze nie rozeszły się po znajomych. Tyle tylko, że sam program budzi przecież uzasadnione obawy.
Kompromitacja MSZ na dwóch frontach
Komarewicz musiał tłumaczyć się też z fatalnego stanu naszej dyplomacji, nad którą pieczę sprawuje Radosław Sikorski. Rząd na siłę forsuje kandydatury Ryszarda Sznepfa i Bogdana Klicha na ambasadorów, całkowicie ignorując sprzeciw i wątpliwości Prezydenta RP - najpierw Andrzeja Dudy, teraz Karola Nawrockiego.
Nawet wspierający koalicję Komarewicz uważa, że w tak kluczowej sprawie, jak ambasador w USA, rządzący powinni ustąpić i poszukać kompromisowego kandydata zamiast eskalować spór z głową państwa.
Poseł uderzył także w opieszałość państwa i dyplomacji wobec dramatu Polaków, którzy utknęli na ogarniętym wojną Bliskim Wschodzie. Uważa, że rząd, zamiast biernie przyglądać się sytuacji, powinien bezwzględnie egzekwować działania od biur podróży sprzedających tam wycieczki oraz mocniej koordynować akcję ewakuacyjną. Tyle tylko, że przecież to jego rząd i przynajmniej w teorii powinien mieć wpływ na jego decyzję.
Kraków obudził się z ręką w nocniku
W związku z krakowskimi powiązaniami Komarewicza, który wcześniej był tamtejszym radnym, podczas programu omówiono kondycję Krakowa rządzonego przez Aleksandra Miszalskiego z KO. Pod inicjatywą zorganizowania referendum w sprawie odwołania prezydenta zebrano już imponującą liczbę blisko 100 tysięcy podpisów.
Komarewicz dyplomatycznie kluczył, ale musiał przyznać, że Miszalski ma problemy, gdyż "nie oparł się na ludziach, którzy wiedzą jak funkcjonuje miasto" i znacznie gorzej dobrał sobie urzędników w porównaniu do swojego poprzednika.
Cała rozmowa w materiale wideo.
źr. wPolsce24











