Potężny pożar w Gdyni. 200 metrów dalej działa zakład zbrojeniowy Grupy WB. Przypadek?

Grupa WB jest jednym z najważniejszych prywatnych podmiotów polskiego przemysłu obronnego i produkuje m.in. systemy bezzałogowe. Sam AREX wytwarza zaawansowane rozwiązania dla sektora wojskowego, w tym systemy i podzespoły wykorzystywane w uzbrojeniu. Niepokój potęguje fakt, że w ciągu niespełna doby w Polsce doszło do trzech dużych pożarów związanych z zakładami przemysłowymi: w Gdyni, Lublinie oraz Skarżysku-Kamiennej.
W przypadku Skarżyska-Kamiennej wiadomo już, że nie był to przypadek. Premier Donald Tusk poinformował 2 września, że doszło tam do celowego podpalenia i aktu sabotażu. Prokuratura prowadzi śledztwo m.in. w kierunku udziału w działalności obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej oraz przestępstwa o charakterze terrorystycznym.
Czy w Gdyni podpalacze pomylili adresy?
To pytanie nasuwa się samo, jednak na obecnym etapie jest jedynie hipotezą. Ogień pochłonął hurtownię zabawek M&Z przy ul. Chwaszczyńskiej 131B. Niedaleko znajduje się zakład AREX-u należącego do tej samej Grupy WB, której obiekt w Skarżysku-Kamiennej został kilka godzin później celowo podpalony. Czy ktoś mógł pomylić cel? Czy oba zdarzenia są ze sobą powiązane?
W tej sprawie będzie śledztwo. Dokumentacja zostanie przekazana do Prokuratury Rejonowej w Gdyni" – poinformował aspirant Marek Kobiałko z gdyńskiej policji.
Dalszy kierunek postępowania określi prokuratura. Jeżeli pojawi się podejrzenie działania obcych służb lub dywersji, prowadzenie określonych czynności może zostać powierzone Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Lublin również pod lupą śledczych
Kilka godzin po pożarze w Gdyni ogień pojawił się w hali firmy JFG Composites przy ul. Kasprowicza w Lublinie. Zakład zajmował się produkcją elementów kompozytowych wykorzystywanych w przemyśle lotniczym. Prokuratura wszczęła śledztwo i bada różne możliwe przyczyny zdarzenia – w tym awarię techniczną i celowe podpalenie. Straty zostały wstępnie oszacowane na około 5 mln euro.
Premier Donald Tusk podkreślił, że w przeciwieństwie do Skarżyska-Kamiennej, w przypadku Lublina nie ma obecnie dowodów potwierdzających sabotaż. Ze względu na charakter prowadzonej tam produkcji takiej możliwości jednak nie wykluczono.
Rosyjski sabotaż? Służby od dawna ostrzegają przed takim zagrożeniem
Wiceszef MON Stanisław Wziątek już wcześniej ostrzegał, że Polsce grożą działania o charakterze sabotażowym oraz cyberataki wymierzone w infrastrukturę krytyczną. Wskazywał przy tym bezpośrednio na zagrożenie ze strony Rosji. Po potwierdzeniu, że pożar zakładu Grupy WB w Skarżysku-Kamiennej był celowym aktem sabotażu, ostrzeżenia te nabierają szczególnego znaczenia.
Ochrona polskich zakładów zbrojeniowych wymaga zmian
Po wydarzeniach w Skarżysku-Kamiennej coraz głośniej stawiane są pytania o poziom fizycznej ochrony przedsiębiorstw pracujących dla polskiej armii. Obecnie za bezpośrednią ochronę takich zakładów odpowiadają przede wszystkim same przedsiębiorstwa, a nie policja czy wojsko. Jak informowała „Rzeczpospolita”, nawet niektóre dodatkowe zabezpieczenia wymagają odpowiednich decyzji administracyjnych.
Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Czesław Mroczek zapowiedział już działania zmierzające do podniesienia poziomu ochrony zakładów zbrojeniowych. Szczegółowych rozwiązań na razie jednak nie przedstawiono. Po tym, jak zamaskowana osoba była w stanie dostać się na teren zakładu WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej, a następnie doszło tam do celowego podpalenia, trudno uznać dyskusję o zabezpieczeniu strategicznych przedsiębiorstw za przesadzoną.
Polska na celowniku
Polska znajduje się na pierwszej linii rosyjskiej wojny hybrydowej, a zagrożenie sabotażem nie jest już wyłącznie teoretyczne. Potwierdzony atak w Skarżysku-Kamiennej powinien być sygnałem alarmowym. Czy pożary w Lublinie i Gdyni są częścią tego samego zjawiska? Tego dziś jeszcze nie wiemy. Ale właśnie dlatego oba przypadki powinny zostać dokładnie wyjaśnione – bez lekceważenia żadnego scenariusza.
źr. wPolsce24 za Rzeczpospolita











