Tak koalicja 13 grudnia traktuje "bohaterów" walki o "praworządność". Oto los twórcy Komitetu Obrony Demokracji

Człowiek, który przez lata stał na czele protestów przeciwko „zagrożeniu dla demokracji”, dziś wozi pasażerów po ulicach Warszawy. Kijowski był ikoną ówczesnej opozycji anty-PiS. KOD, pod jego przywództwem, organizował liczne manifestacje, marsze i akcje, które medialnie były przedstawiane jako obrona „wolności i demokracji”. Po dojściu Donalda Tuska i koalicji 13 grudnia do władzy wielu spodziewało się, że liderzy takich ruchów zostaną odpowiednio uhonorowani – posadami, kontraktami czy istotnymi rolami w nowej rzeczywistości politycznej. I rzeczywiście, wielu "weteranów" tej walki z polskim rządem w latach 2016-2023 odpowiednio uhonorowano, ale o skromnym facecie z kucykiem zwyczajnie zapomniano.
Nie docenili jego trudu
Zamiast lukratywnych posad i pełnej michy Kijowski musiał zadbać o siebie sam i dziś kończy jako kierowca na aplikacji.
Sprawa Kijowskiego pokazuje szerszy mechanizm. „Bohaterowie demokracji” z czasów opozycji są przydatni tylko dopóki walczą z przeciwnikiem politycznym. Po przejęciu władzy przez Tuska wielu z nich zostało odstawionych na boczny tor. Emocjonalny kapitał KOD-u został zużyty, a jego liderzy niekoniecznie dostali bilety do nowego rozdania.
Gdy przestał być potrzebny...
Żadna praca nie hańbi – kierowca Ubera wykonuje uczciwą, ciężką pracę. Jednak w kontekście tego, kim Kijowski był jeszcze kilka lat temu i jak wielką rolę odegrał w kształtowaniu narracji obozu Tuska, jego obecna sytuacja jest symbolem skrajnej niewdzięczności nowej władzy wobec swoich „bohaterów”. Koalicja Tuska chętnie korzystała z energii i wizerunku KOD-u, gdy było to potrzebne do zdobycia władzy. Dziś dawny lider tego ruchu musi radzić sobie sam. To najlepsza ilustracja, jak traktowani są ci, którzy spełnili swoją rolę.
źr. wPolsce24 za X- Marcin Dobski











