„Niewygodny dla władzy?” "Ostatni sprawiedliwy z KO" Marcin Borys wyrzucony

Marcin Borys – radny sejmiku województwa dolnośląskiego z Koalicji Obywatelskiej – został odwołany ze stanowiska prezesa MPK w Legnicy. Choć oficjalnie mówi się o „nieprawidłowościach”, to nikt nie ma wątpliwości, że to pokłosie jego apelu, by szefowa partyjnych struktur Monika Wielichowska i partyjni liderzy wyjaśnili sprawę skandalu w Kłodzku.
Nagłe odwołanie i poważne zarzuty
Oficjalnie Rada Nadzorcza miejskiej spółki transportowej zdecydowała o odwołaniu Borysa po analizie dokumentów dotyczących jego działalności. W komunikacie wskazano m.in. na wydatkowanie publicznych pieniędzy na cele prywatne, brak przejrzystości w zatrudnianiu oraz problemy we współpracy z pracownikami.
Według doniesień medialnych, w grę miały wchodzić m.in. rozliczenia prywatnych wyjazdów, hoteli, a nawet usług rekreacyjnych przy użyciu środków spółki.
Ratusz podkreśla, że decyzja została podjęta „w interesie miasta” i nie wyklucza dalszych kroków, w tym zawiadomienia odpowiednich organów.
Polityczne tło? Niewygodne pytania w KO
Na tym jednak sprawa się nie kończy. Marcin Borys w ostatnim czasie stał się postacią niewygodną dla części środowiska Koalicji Obywatelskiej.
Publicznie apelował do Moniki Wielichowskiej, by – jak sam mówił – „stanęła w prawdzie” w kontekście głośnej afery w Kłodzku. Sprawa dotyczyła bulwersujących zarzutów wobec osoby powiązanej z lokalnymi strukturami KO i wywołała napięcia w partii.
Według części komentatorów to właśnie ta aktywność mogła przesądzić o jego politycznym losie.
Prezydent z KO i „czystki” w spółkach?
Warto zwrócić uwagę, że władzę w Legnicy sprawuje Maciej Kupaj, również związany z Koalicją Obywatelską. Powstają więc pytania o to, czy decyzja wobec Borysa była wyłącznie efektem kontroli zarządczej, czy też elementem szerszej gry politycznej.
Nie jest tajemnicą, że w wielu samorządach spółki miejskie stają się przedłużeniem politycznych układów – a stanowiska w nich bywają uzależnione od lojalności wobec partyjnego kierownictwa.
Wśród części opinii publicznej pojawia się narracja, że Marcin Borys zapłacił cenę za próbę nagłośnienia niewygodnych tematów i sprzeciw wobec partyjnej linii, bo swoimi słowami zrezygnował z ochrony w ramach "doktryny Neumanna".
źr. wPolsce24











