Niemcy znowu nas pouczają. Dziennik bezczelnie atakuje Polskę

Polacy doskonale pamiętają czasy, gdy Berlin i Bruksela ramię w ramię atakowały prawicowy rząd w Warszawie, bezprawnie blokując należne nam fundusze unijne pod pretekstem rzekomego „braku praworządności”. Gdy władzę w kraju przejął Donald Tusk, odblokowanie KPO ogłoszono wielkim sukcesem. Dziś okazuje się, że były to tylko polityczne i dyplomatyczne gierki, a „praworządność” była jedynie pałką na niepokornych konserwatystów.
Teraz, jak donosi portal Deutsche Welle, niemieccy publicyści bez ogródek przyznają, że Bruksela... pospieszyła się z oddaniem Polsce pieniędzy!
Niemiecki bat na Polskę. „Wypłata środków była pochopna”
Na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” ukazała się recenzja książki Martina Adama (byłego korespondenta niemieckiej stacji ARD w Polsce) pod wymownym tytułem „Eksperyment. Czego możemy nauczyć się z polskiej walki z prawicowym populizmem”. Sam tytuł traktuje Polskę i Polaków niczym króliki doświadczalne w jakimś lewackim laboratorium inżynierii społecznej.
Publicysta FAZ z rozczarowaniem stwierdza, że sam fakt odsunięcia prawicy od władzy w 2023 roku to dla Berlina zdecydowanie za mało. Niemiecki dziennikarz pisze wprost:
Wypłata wstrzymanych środków unijnych była wprawdzie znakiem nowego początku dla nowego rządu, ale okazała się pochopna, ponieważ praworządność w Polsce do dziś nie została przywrócona”.
Czy można o mocniejszy dowód na to, jak traktuje się nasz kraj? Niemcy wprost sugerują, że Bruksela powinna dalej szantażować Polskę finansowo i trzymać nas pod butem, dopóki całkowicie nie sformatujemy państwa według widzimisię berlińskich elit!
Wieczne pouczanie i strach przed polskim patriotyzmem
Niemiecka prasa ubolewa, że „prawicowy populizm w Polsce jest silny nawet po porażce wyborczej”. Co to oznacza w tłumaczeniu z języka poprawności politycznej na język faktów? Berlin po prostu przeraża wizja, że miliony Polaków wciąż myślą kategoriami suwerenności, nie chcą rezygnować z własnej waluty, sprzeciwiają się paktowi migracyjnemu i nie mają zamiaru klękać przed Berlinem.
FAZ narzeka na „zawiły labirynt”, jaki rzekomo pozostawił po sobie poprzedni rząd, i konstatuje, że „bardzo trudno się pozbyć” konserwatywnych struktur. Najwyraźniej niemieccy publicyści oczekiwali, że nadwiślańscy wykonawcy ich woli politycznej zastosują metody rodem z głębokiego komunizmu, byle tylko zrealizować plan całkowitej „neutralizacji” polskich patriotów.
I choć Tusk i jego pomagierzy dwoją się i troją, by sprostać oczekiwaniom Berlina, to naród nie daje się zastaraszyć.
Artykuł kończy się bezczelną, wręcz knajacką uwagą, że przypadek Polski pokazuje, jak łatwo w demokracji zrobić „kilka kroków, by dojść do autokracji czy wręcz dyktatury”.
Stara śpiewka Berlina
Niemiecka prasa po raz kolejny udowadnia, że mentalność „nauczyciela”, który z góry poucza „krnąbrnego polskiego ucznia”, ma się w Berlinie znakomicie. Dla tamtejszych elit idealna Polska to Polska słaba, posłuszna, pozbawiona własnych ambicji gospodarczych (takich jak CPK czy port w Świnoujściu) i w pełni sterowalna z zewnątrz.
Gorzka pigułka dotyczy jednak przede wszystkim obecnej ekipy rządzącej w Warszawie. Ta publikacja to jasny sygnał: choćbyście nie wiem jak bardzo starali się przypodobać Berlinowi, realizując politykę klimatyczną i zgadzając się na kolejne unijne dyktaty, dla Niemców i tak zawsze będziecie „niewystarczająco demokratyczni”, bo nie uporaliście się z PiS-em. Bo w tej grze nigdy nie chodziło o żadne procedury – chodziło o pełne podporządkowanie Polski i "ostateczne rozwiązanie kwestii pisowskiej", mówiąc językiem, który w Niemczech rozumiany jest najlepiej.
Berlin właśnie otwarcie przyznał, że smycz, na której trzyma Warszawę, powinna być jeszcze skrócona.
źr. wPolsce24 za dw.com.pl, "FAZ"











