Zaskakująca inicjatywa gdyńskich aktywistów. Chcą postawić pomnik "kolaborantowi z Niemcami"

Blofeld był szefem organizacji przestępczej WIDMO, z którą zmagał się James Bond. W powieściach Iana Fleminga wystąpił tylko trzykrotnie. Popularność przyniosły mu dopiero ekranizacje powieści o słynnym szpiegu. Odgrywało go w nich kilku aktorów, ale najlepiej zapamiętano w tej roli Donald Pleasance – który ją dostał, bo pierwszy wybór reżysera, czeski aktor Jan Werich, za bardzo przypominał mu świętego Mikołaja – i Terry Savalas. W powszechnej opinii obaj mieli ogromny wpływ na to, jak Hollywood przedstawia złoczyńców.
Był synem Polaka i Greczynki
Mniej znanym faktem jest to, że Blofeld urodził się w Polsce. Jego biografię Fleming zamieścił w powieści Thunderball. Według niej Blofeld urodził w Gdyni w 1908 roku, w rodzinie Polaka pochodzenia niemieckiego i Greczynki. Nie jest do końca jasne, czy Fleming wiedział, że wtedy Gdynia była małą rybacką wioską.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Blofeld przyjął polskie obywatelstwo. W okresie międzywojennym pracował w Ministerstwie Poczt i Telegrafów, wykorzystując swoją pozycję, by sprzedawać nazistom tajne informacje. Po niemieckiej inwazji na Polskę uciekł z kraju, niszcząc wcześniej wszystkie ślady swojego istnienia.
W rzeczywistości postać Bloefelda została jednak zainspirowana najprawdopodobniej przez greckiego handlarza broni Basila Zaharoffa, chociaż sam Fleming nigdy tego oficjalnie nie potwierdził. Żyjący w latach 1849 -1936 Zaharoff, zwany popularnie „handlarzem śmiercią”, był jednym z najbogatszych ludzi na świecie.
Słynął z bliskich kontaktów z wieloma wpływowymi politykami, a także z tego, że miał w zwyczaju sprzedawać broń obu stronom konfliktu. Oskarżano go także o to, że sam wywoływał konflikty, by zarobić na sprzedaży broni. Tak jak w wypadku większości swoich postaci, Fleming „pożyczył” sobie nazwisko od znajomego – sędziego Johna Blofelda, brata swojego kolegi ze szkolnej ławy.
Chcą postawić mu pomnik
Jak informuje Radio Gdańsk, teraz pojawiła się inicjatywa, by uczcić gdyńskie „korzenie” Blofelda. Grupa inicjatywna chce ufundować jego rzeźbę z brązu i ustawić ją w parku nad Bulwarem Nadmorskim. Jej autorem ma być znany artysta prof. Wojciech Sęczawa, a cała inicjatywa wpisuje się w obchody stulecia tego miasta. Obecnie zbierają na to w internecie fundusze.
Postawienie pomnika złoczyńcy, nawet fikcyjnemu, budzi oczywiście kontrowersje. Rafał Król, członek grupy inicjatywnej, uważa jednak, że to nie ma znaczenia, bo chodzi o promocję miasta.
Że czarny charakter? Być może, ale Rumuni mają swojego Drakulę i to jest dobry produkt turystyczny - przekonuje w rozmowie z Radiem Gdańsk.
źr. wPolsce24 za Radio Gdańsk











