Już wszystko jasne. Nie chciałeś zadłużania Polski w ramach SAFE? Jesteś ruskim agentem!

Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz i jego ludzie ogłosili z powagą, że krytyka programu SAFE to nie zwykła debata, tylko „wrogie działanie”, „operacja dyskredytująca” inspirowana lub realizowana ze wschodu. Ekspert ds. cyberbezpieczeństwa Piotr Łuczuk wezwany na pomoc przez PAP posłusznie potwierdził: tak, można podejrzewać, że to robota Rosjan, bo przecież „podważa istotę inwestowania w obronność”.
Z propozycji SAFE 0 procent niestety nic nie zrozumieli
I tyle. Dyskusja zamknięta. Nie ma znaczenia, że wielu ekonomistów, analityków i polityków (w tym prezydent i prezes NBP) od miesięcy wskazywało realne ryzyka:
- gigantyczne zadłużenie w euro na kilkadziesiąt lat,
- ryzyko wzrostu kosztów obsługi długu przy zmianie stóp procentowych,
- dodatkowe obciążenie budżetu w czasach, gdy Polska już tonie w deficycie,
- pytanie o sens zaciągania długu za granicą, gdy można było wykorzystać inne mechanizmy (m.in. propozycje NBP o wykorzystaniu niezrealizowanego zysku na złocie, ale z tej propozycji kamaryla Tuska nic niestety nie zrozumiała).
Te argumenty zostały zignorowane. Zamiast merytorycznej odpowiedzi – etykietka „ruski agent”. To nie jest przypadek. To klasyczna strategia totalnej polaryzacji i zamykania ust. Zamiast odpowiadać na konkrety rząd woli ogłosić, że każdy, kto pyta, pracuje dla Kremla.
Ta operacja się nie uda
Ale rząd w ten sposób rząd sam sobie strzela w stopę. Polacy nie są idiotami. Widzą rekordowy dług publiczny, widzą demograficzną zapaść, widzą rosnące wydatki i coraz większą zależność od zagranicznego finansowania. I mają prawo pytać, czy branie kolejnego ogromnego kredytu w UE to na pewno najrozsądniejszy sposób na wzmocnienie armii.
Zamiast tego dostajemy propagandę: „Kupujemy sprzęt za 120 mld zł, więc jak możecie mówić o rozbrajaniu?” – mówi Kosiniak-Kamysz. Tylko że nikt poważny nie mówi o „rozbrajaniu”. Mówi o ryzyku finansowym, o braku transparentności i o tym, że można było to zrobić inaczej – bez wystawiania przyszłych pokoleń na ryzyko walutowe i odsetkowe.
Rządząca koalicja najwyraźniej zapomniała, że prawdziwy dialog z obywatelami nie polega na wrzucaniu ich do worka „rosyjskiej dezinformacji”. To najkrótsza droga do utraty resztek zaufania. A może właśnie o to chodzi? Żeby nie dyskutować o meritum, tylko uciszyć głosy krytyczne etykietką agenta wpływu. Już wszystko jasne.
żr. wPolsce24 za PAP











