Hipokryzja rządzących przebiła skalę! Nie zdzierżyła nawet "Wyborcza"

Bo oto medium jednoznacznie bardzo przychylnie nastawione do obecnej władzy i wrogie PiS — „Gazeta Wyborcza” — publikuje tekst, który punktuje sprzeczność w działaniach przedstawicieli koalicji 13 grudnia w sprawie zakupu szczepionek od Pfizera. Tekst, który można streścić brutalnie: najpierw domagali się więcej szczepionek, dziś krytykują za to, że zostały kupione.
Premier Donald Tusk mówi dziś o „głupocie PiS”, wskazując na miliardowe koszty związane z niewykorzystanymi szczepionkami. Problem w tym, że w czasie pandemii sam apelował, by tych szczepionek kupować więcej — i to bez oglądania się na koszty.
Nie był zresztą wyjątkiem, a "Wyborcza" publikuje całą listę nazwisk osób, które w tamtym czasie prześcigały się w ostrzeżeniach i dramatycznych apelach. Padały słowa o odpowiedzialności za ludzkie życie, o „niedopełnieniu obowiązków”, o tym, że brak wystarczającej liczby szczepionek może kosztować Polaków zdrowie i życie. Głos zabierali m.in. Roman Giertych, Bartłomiej Sienkiewicz czy Bartosz Arłukowicz — wszyscy w jednym tonie: kupować więcej, szybciej, bez wahania. Dziś ten sam fakt — duże zakupy — stał się argumentem do politycznego ataku.
Pamięć internetu kontra amnezja polityków
Nie chodzi już nawet o zmianę stanowiska — bo ta w polityce bywa konieczna. Chodzi o skalę i bezczelność tej zmiany. Internet przypomina dziś nagrania, wypowiedzi, wpisy. Pokazuje emocje, presję, dramatyzm tamtych apeli.
I zestawia je z dzisiejszym przekazem. Efekt? Coraz trudniejszy do obrony. Bo jeśli wtedy mówiono, że brak szczepionek oznacza śmierć ludzi, to jak dziś przekonująco twierdzić, że ich zakup był „głupotą”? Jeśli wtedy naciskano na maksymalne zabezpieczenie społeczeństwa, to czy naprawdę można dziś udawać, że decyzje podejmowano w próżni?
Niewygodna prawda przebija się do mainstreamu
Najbardziej wymowne jest jednak to, że tę sprzeczność dostrzega już nie tylko „druga strona sporu”, ale również media dotąd sprzyjające obecnej władzy. Czy politycy mogą bez konsekwencji mówić jedno, a potem drugie, licząc, że nikt nie pamięta? Czy odpowiedzialność za decyzje zależy wyłącznie od tego, kto aktualnie jest u władzy? I wreszcie, czy debata publiczna w Polsce jest jeszcze w stanie oddzielić fakty od bieżącej potrzeby politycznej? Skoro nawet własne zaplecze medialne zaczyna zadawać trudne pytania, to znaczy, że coś naprawdę się zmienia.
źr. wPolsce24











