Nie procenty, a wiatry zniekształciły przemowę Kierwińskiego. To komisyjnie dowiedzione

Wtedy to ówczesny minister spraw wewnętrznych wygłosił przemówienie, które wzbudziło kontrowersje. Jego sposób mówienia – cedzenie słów, przeciąganie niektórych wyrazów i nerwowe poprawianie mikrofonu – wywołał lawinę spekulacji. Pojawiły się sugestie, że mógł być pod wpływem alkoholu.
Teraz ministerialna komisja ostatecznie rozwiała (nomen omen) wątpliwości – winę ponoszą podmuchy wiatru. Wyjątkowo złośliwe podmuchy - dodajmy, bo nie zniekształcające przemówień innych ważnych osobistości w czasie pamiętnej uroczystości. Jak widać tego dnia przyroda zagięła parol jedynie na Kierwińskiego.
Alkotesty i pogłosy
W sprawie rzekomego braku dyspozycji ministra szybko zaczęto gromadzić dowody podważające tę tezę. Kierwiński przeszedł badanie alkomatem i test krwi – wykazały, że był trzeźwy. Oczywiście i ten dowód nie przekonał nieprzekonanych, którzy złośliwie i bez żadnych dowodów podnosili, że szef całej policji pewnie bez trudu może sobie "zerowy" wynik alkotestu załatwić.
Kierwiński jednak bronił się dalej, tłumacząc, że jego przemówienie zostało zakłócone przez problemy z nagłośnieniem. Ta linia obrony spowodowała z kolei, że sam zainteresowany dorobił się przydomku "minister pogłos", który zapewne zostanie z nim do końca kariery politycznej.
Kierwiński to jednak zdeterminowany i ambitny człowiek. Może nie wszystko wychodzi mu na polu obowiązków zawodowych, o czym wiele mówią ludzie doświadczeni powodzią na południu Polski, to w sprawie obrony swojego dobrego imienia broni nie złożył.
Jak poinformowała "Rzeczpospolita" powstał nawet specjalny pokontrolny raport, w którym MSWiA stwierdza co następuje: „silne, chwilowe podmuchy wiatru w znaczący sposób przyczyniły się do pogorszenia warunków akustycznych w lokalizacji”. Stwierdzono, że dźwięk odbijał się w taki sposób, że osoby przemawiające mogły mieć trudności w wypowiedziach.
MSWiA badało także, kto odpowiadał za nagłośnienie i czy został wybrany zgodnie z prawem. Okazało się, że za nagłośnienie podczas uroczystości odpowiadała firma Visau Multimedia, wybrana bez przetargu ze względu na wartość zamówienia poniżej progu wymagającego otwartej procedury. W ocenie kontrolerów nie było żadnych uchybień w procedurze wyboru wykonawcy, ponieważ firma obsługiwała te uroczystości także w poprzednich latach.
Kto za to odpowiada i ile na tym zarobił?
Jednak w raporcie podkreślono, że w latach wcześniejszych nie zgłaszano żadnych problemów z nagłośnieniem. Co takiego wydarzyło się więc 4 maja?
Kontrolerzy określili to mianem „anomalnych warunków akustycznych”, które mogły wpłynąć na sposób odbioru dźwięku przez mówców. W kontekście tych ustaleń, wina wykonawcy nie została jednoznacznie potwierdzona. Z kolei firma nagłośnieniowa sama przyznała, że nie była zadowolona z sytuacji, ale twierdzi, że nie miała na nią wpływu.
Choć raport nie wykazał nieprawidłowości w wyborze firmy, to jednocześnie zalecono, by tego typu zlecenia uwzględniać w planie zamówień publicznych. W efekcie Komenda Główna PSP w tym roku rozpisała przetarg, w którym ponownie wygrała… Visau Multimedia. Co więcej, tym razem wartość umowy wzrosła ponad dwukrotnie – z 141,1 tys. zł brutto do 377,4 tys. zł. Nie wiadomo skąd tak znacząca różnica w cenie, być może firma przeznaczy swój zarobek na ustawienie specjalnych zasłon od wiatru, podobnych do tych montowanych na skoczniach narciarskich, gdzie warunki atmosferyczne też potrafią pokrzyżować niejedne plany i ambicje.
Komisja dowiodła
Ostatecznie raport MSWiA wykluczył nie tylko winę ministra Kierwińskiego, ale i jakiekolwiek poważne uchybienia proceduralne. Pozostaje jednak pytanie – czy rzeczywiście problem stanowiły warunki atmosferyczne, czy może po prostu „anomalia” ta była wynikiem złego przygotowania technicznego.
Cokolwiek to było, jedno jest pewne – w Polsce można już komisyjnie udowodnić, że to nie alkohol, a wiatr może zaburzyć wypowiedź polityka.
źr. wPolsce24 za rp.pl