Mobbing w biurze Rzecznik Praw Dziecka? Prawnik poszedł do sądu, domaga się przeprosin

O Rzecznik Praw Dziecka Monice Hornej-Cieślak zrobiło się ostatnio głośno przy okazji afery z lodami w Pszczynie. Jak informowaliśmy wcześniej, jedna z tamtejszych lodziarni od ćwierć wieku dawała darmowe lody uczniom, którzy dostali czerwony pasek na świadectwie. RPD wysłała do niej list, w której poprosiła o zaprzestanie tej praktyki, bo może to wywoływać nadmierną presję psychiczną, promować niezdrową rywalizację i prowadzić do wykluczenia rówieśniczego gorszych uczniów.
Ciągły stres i zmęczenie
Teraz o jej biurze robi się głośno z zupełnie innego powodu. Korzeniowski, który pracował w jej biurze przez kilkanaście miesięcy, twierdzi, że środowisko pracy wywołało u niego poważne problemy zdrowotne. Z dokumentacji medycznej, którą widzieli dziennikarze TVN24, wynika, że stwierdzono u niego zaburzenia adaptacyjne i epizod depresji. Nie był wyjątkiem – ponad 20 innych, byłych i obecnych, pracowników biura RPD opisało dziennikarzom podobne doświadczenia, wskazując na przeciążenie obowiązkami i ciągły stres.
Korzeniowski powiedział telewizji, że początkowo miał zostać dyrektorem zespołu, ale ostateczni dostał umowę-zlecenie, a następnie stanowisko eksperta. Liczba spraw, które mu powierzono, zaczęła gwałtownie rosnąć – od 179 po czterech miesiącach do 247 po pół roku. Oprócz tego miał dodatkowe obowiązki, jak organizacja spotkań czy prowadzenie uroczystości, których nie powierzano innym pracownikom.
Kontrola i inwigilacja
Prawnik i inni pracownicy RPD twierdzą, że w biurze panowała atmosfera strachu i presji. Często zostawali po godzinach i pracowali w weekendy i święta, nie otrzymując za to dodatkowego wynagrodzenia. W jego dokumentacji lekarskiej znalazły się zapisy, że nadmiar zadań tak go przytłoczył, że dostał napadów lęku i musiał zmuszać się do wyjścia z domu.
Nawet pochwały za rekordową liczbę wykonanych pism nie przynosiły mu satysfakcji, a jedynie pogłębiały zmęczenie i bezsenność. Wszystkiego się boję – powiedział w zeszłym roku psychiatrze.
Pracownicy biura RPD opowiedzieli także TVN24 o poczuciu stałej kontroli i inwigilacji. Zdarzały się sytuacje, w których mieli wrażenie, że są podsłuchiwani lub obserwowani przez współpracowników. Miały się także zdarzać sytuacje, w których pracownica Hornej-Cieślak miała stać pod drzwiami i podsłuchiwać ich rozmowy. Prosili telewizję, by nie ujawniała ich tożsamości, bo boją się konsekwencji opowiedzenia o tym, co im się przydarzyło.
Twierdzą, że nie dostali pozwu
Sama Horna-Cieślak twierdzi, że po przejęciu urzędu musiała wprowadzić nowe zasady komunikacji, bo jej zdaniem brakowało otwartej wymiany informacji, a pracownicy zgłaszali problemy ze współpracą, ale nie rozmawiali ze sobą bezpośrednio. Twierdzi także, że nie rozmawiała z osobami, które miały być zaangażowane w sytuacje podsłuchiwania.
Pozew Korzeniowskiego trafił do sądu w marcu 2026 roku, kilka miesięcy po tym, gdy odszedł z pracy. Biuro RPD powiedziało TVN24, że nie otrzymało oficjalnie jego pozwu. Według akt sprawy informacja o pozwie została odebrana przez pracownika kancelarii już 19 marca, co jego zdaniem oznacza, że biuro wie o tej sprawie.
On sam był oskarżony o mobbing
Biuro RPD stanowczo zaprzecza oskarżeniom o mobbing i łamanie praw pracowniczych. Ujawniło, że prowadzi wewnętrzną procedurę antymobbingową, skierowaną przeciwko Korzeniowskiemu. Horna-Cieślak wyjaśniła, że chodzi o sytuację z września zeszłego roku, ale nie chciała zdradzić szczegółów. Inni pracownicy twierdzą, że Korzeniowski był lubiany i bezkonfliktowy, nie potrafią wskazać żadnej sytuacji, która mogłaby uzasadniać wszczęcie procedury antymobbingowej.
Horna-Cieślak tłumaczy krytyczne opinie o atmosferze w jej biurze tym, że zwolnione osoby zwykle nie są zadowolone z rozstania z urzędem. W 2024 roku zwolniła 14 osób, co tłumaczyła dobrem instytucji i dzieci, którym służy biuro.
źr. wPolsce24 za Onet











