Prezydent z Platformy wstydzi się Tuska? Nerwowe ruchy przed kluczowym referendum

Organizatorzy referendum w Krakowie zebrali 134 tysięcy podpisów od mieszkańców popierających ich ideę. Aby do głosowania nad przyszłością Aleksandra Miszalskiego doszło, wystarczyło ich około 60 tysięcy. Referendum jest więc pewnie – trudno zakładać, że urzędnicy zakwestionują poprawność połowy podpisów.
Miszalski wpadł w panikę. Zaczął wycofywać się z najbardziej niepopularnych decyzji (m.in. dotyczących Strefy Czystego Transportu), spotyka się z mieszkańcami, przeprasza krakowian, którzy stali się ofiarami hejtu ze strony jego zwolenników.
Jednym z kluczowych pytań przed referendum jest to, czy Miszalskiego w kampanii przed referendum powinien wesprzeć Donald Tusk. To Tusk wyznaczył go na kandydata w wyborach samorządowych w 2024. Wtedy premier był atutem. Dziś, wszystko na to wskazuje, jest obciążeniem.
„Obecnie zaangażowanie premiera na rzecz prezydenta Krakowa waży inaczej, bo wiąże się z koniecznością konfrontacji z ogólnokrajowymi lękami – utratą pracy przez przedstawicieli klasy średniej czy wysokimi cenami paliwa” – pisze na łamach „Rzeczpospolitej” Michał Kolanko.
Mówiąc wprost – Tusk tak słabo radzi sobie z rządzeniem Polską, że nawet jego elektorat może dodatkowo wściec się na Miszalskiego za takie „wsparcie”.
Odwołanie w referendum prezydenta wielkiego miasta z obozu Donalda Tuska będzie też ważnym sygnałem dla reszty kraju i wpłynie na kształt sceny politycznej.
„Jeśli tym razem wyborcy z klasy średniej o różnych poglądach zmobilizują się, by stanąć w kolejce i odwołać prezydenta z Koalicji Obywatelskiej, to dla premiera Donalda Tuska może być bardzo niebezpieczny obraz” – czytamy w analizie Michała Kolanki.
Referendum w Krakowie odbędzie się prawdopodobnie 17 lub 24 maja.
źr. wPolsce24 za "Rzeczpospolita"











