Minister naprawdę to powiedziała. Język, którego nie powstydziliby się hitlerowcy
Z ust minister padły słowa o prawicy, "która jak pleśń wyrasta na nierównościach społecznych, na zanikaniu więzi społecznych, na lęku, strachu, frustracji, złości i niepewności".
Dziemianowicz-Bąk tłumaczyła to zjawisko, uderzając de facto w zwykłych, ciężko pracujących Polaków. Stwierdziła bowiem, że to obywatele pracujący bez urlopu i drżący o swoje zatrudnienie, po ciężkiej robocie siadają przed komputerem, by wyładować życiową frustrację w nienawistnych komentarzach "o Ukraińcach, o tej strasznej Unii Europejskiej albo o wstrętnych urzędniczkach".
W tym miejscu trzeba powiedzieć wprost: nazywanie oponentów politycznych "pleśnią" to klasyczny zabieg skrajnej dehumanizacji.
Odczłowieczanie ludzi poprzez zrównywanie ich z pasożytami, grzybami czy brudem to dokładnie ta sama retoryka i język, którego nie powstydziliby się hitlerowcy w latach 30. ubiegłego wieku. To najgorszy z możliwych standardów debaty, prowadzący do wykluczenia całych grup społecznych.
Jak celnie zauważają obrońcy rozsądnej, konserwatywnej prawicy – to zdumiewające, że minister pozwala sobie na tak obraźliwe i konfrontacyjne tyrady. Zanim przedstawiciele obecnej władzy zaczną wylewać łzy nad rzekomym hejtem wymierzonym w urzędników i pouczać zmęczonych pracą Polaków, powinni pilnie przyjrzeć się własnemu zapleczu politycznemu.
A jeżeli już minister Dziemianowicz-Bąk szuka nienawiści w sieci, polecamy jej uwadze aktywność grupy tzw. "Silnych Razem". W polskim internecie nie ma dziś środowiska bardziej hejterskiego, prostackiego i prymitywnego niż owa "banda Romana Giertycha". To właśnie ta radykalna, bezczelna i szkodząca dyskursowi publicznemu grupa uderza na co dzień w konserwatystów. Prawdziwy hejt nie ma dziś twarzy spracowanego, polskiego robotnika. Ma twarz trolli wspierających uśmiechniętą koalicję.
źr. wPolsce24










