Miliardy z SAFE wiszą na włosku? Zegar tyka, a umów nie ma

W ramach unijnego programu SAFE Polska planuje pożyczyć na cele obronne 43,7 mld euro, czyli ponad 180 mld zł. Do uruchomienia wspomnianych kwot konieczne jest podpisanie dwóch umów: pożyczkowej i operacyjnej.
Pierwotnie miało się to wydarzyć w połowie marca. Następnie data została przełożona na początek kwietnia, jednak również tego terminu nie udało się dotrzymać. A, jak pisze wtorkowa "Rzeczpospolita", w ogóle nie wiadomo, czy środki z SAFE zostaną uruchomione w tym miesiącu.
Opóźnienie dotyczy nie tylko Polski, ale i 19 innych państw chcących zaciągnąć pożyczki z UE.
Konsekwencje mogą być jednak poważne. Polsce zależy na czasie, bo jeśli chce samodzielnie złożyć zamówienia w polskim przemyśle, ma na to czas tylko do końca maja. 30 maja upływa termin na kontrakty indywidualne. Po tym terminie Polska straci prawo do finansowania samodzielnych projektów i będzie musiała szukać partnerów w innych krajach UE do każdego zamówienia (w ramach tzw. wspólnych zakupów).
Polska zaplanowała tymczasem głównie tzw. "single procurement", czyli samodzielne zakupy Ministerstwa Obrony Narodowej w polskim przemyśle, takie jak wozy piechoty Borsuk czy armatouhaubice Krab. Bez umowy z KE niemożliwe jest podpisanie umów między Agencją Uzbrojenia a dostawcami.
Politycy prawicy zarzucają rządzącym, że znaczna część pożyczek ma trafić do przemysłu innych państw, a Polska nie będzie największym beneficjentem unijnego instrumentu. Rząd zaprzecza oskarżeniom.
Jeśli jednak terminów nie uda się dotrzymać i Polska będzie musiała zdobywać partnerów do programu, sprawa mocno się skomplikuje i w efekcie może utrudnić modernizację armii.
źr. wPolsce24 za Interia/RMF FM











