"Bezduszny urzędnik z Wrocławia" zdecydował. Zrobił ze wsi skansen razem z jej mieszkańcami

Ostaszów to niewielka, licząca zaledwie kilkadziesiąt domów wieś w powiecie polkowickim na Dolnym Śląsku. Powstała w 1936 roku jako nowoczesna kolonia rolnicza "Hierlshagen", wybudowana przez Służbę Pracy Rzeszy (RAD). To właśnie unikatowa zabudowa – gdzie dom, obora i stodoła często tworzą jeden zwarty ciąg pod wspólnym dachem – stała się powodem, dla którego wojewódzki konserwator zabytków Daniel Gibski podjął decyzję o wpisaniu całego historycznego układu wsi do rejestru zabytków.
Decyzja zapadła 10 lipca. Mieszkańcy dowiedzieli się tygodnie później
Jak ustaliło Radio Wrocław, decyzja o wpisaniu wsi do rejestru zabytków została podjęta 10 lipca 2026 roku. Jednak mieszkańcy nie zostali o niej poinformowani bezpośrednio. Dowiedzieli się o niej… z tablicy ogłoszeń, na której pojawiło się obwieszczenie Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.
Przez kilka miesięcy mieszkańcy Ostaszowa, wspólnie z burmistrzem Przemkowa Jerzym Szczupakiem, próbowali przekonać konserwatora do zmiany zdania. Proponowali alternatywne rozwiązanie – ochronę układu wsi poprzez zapisy w planie miejscowym gminy Przemków. Według burmistrza taki zabieg uchroniłby zabytkowy układ, a jednocześnie pozwolił uniknąć rygorystycznych obostrzeń. Argumenty i obawy mieszkańców nie przekonały jednak konserwatora.
Mieszkańcy: "Starsi ludzie nie poradzą sobie z każdym papierkiem"
Główny strach mieszkańców? Że wpisanie wsi do rejestru zabytków oznacza całkowity paraliż inwestycyjny. Zgodnie z decyzją konserwatora, mieszkańcy Ostaszowa nie mogą wykonywać żadnych prac budowlanych i remontowych. Wypowiedzi mieszkańców cytowane przez Radio Wrocław nie pozostawiają wątpliwości:
Starsi ludzie nie poradzą sobie z każdym papierkiem latać, żeby sobie okno wymienić, to ten człowiek nigdy tego okna nie wymieni"
To jakby były jakieś środki, to można by było rozmawiać, ale na spotkaniu z konserwatorem powiedzieli, że żadnych dofinansowań nie ma! No jestem właścicielem, a nie mogę decydować, co mogę w domu robić, a co nie"
W ich przekonaniu obecna forma ochrony, jaką już są objęte budynki we wsi, w zupełności wystarczy. Wpisanie do rejestru to dla nich dodatkowe obostrzenia i wymogi, których wielu z nich nie będzie mogło spełnić. Są przekonani, że prędzej czy później wieś zamieni się w martwy skansen. Sołtys Sylwia Mazur, która wcześniej ostro krytykowała decyzję, mówi wprost o "bezdusznym urzędniku z Wrocławia, który nie ma nawet czasu spotkać się z ofiarami swoich decyzji".
Konserwator uspokaja: "Nie ma się czego bać"
Daniel Gibski odpiera zarzuty. Już kilka miesięcy temu na antenie Radia Wrocław przekonywał, że wieś zasługuje na objęcie ścisłą ochroną ze względu na swoje walory historyczne.
Absolutnie bym nie demonizował wpisu do rejestru zabytków. Wieś zasługuje na ochronę konserwatorską w formie ścisłej, czyli w formie wpisu do rejestru zabytków. Nie ma wątpliwości, że jest to zespół wyjątkowy i chyba jedyny tego typu zachowany na Dolnym Śląsku" – mówił.
Konserwator przekonuje, że nic dla mieszkańców się nie zmieni, a ochrona ma na celu uniknięcie m.in. prób niekontrolowanej zabudowy.
Co dalej? Mieszkańcy idą do sądu
Mieszkańcy nie zamierzają się poddawać. Zapowiedzieli, że sprawa trafi do sądu.Do czasu zakończenia procedury odwoławczej we wsi nie można prowadzić żadnych prac budowlanych i remontowych. Oznacza to, że na razie każdy remont czy modernizacja w Ostaszowie stanęły pod znakiem zapytania.Sprawa wzbudziła ogromne emocje nie tylko wśród mieszkańców, ale także w całym regionie. Burmistrz Przemkowa i starosta polkowicki stanęli po stronie społeczności. Na forach internetowych pojawiają się głosy, że zamiast kłótni z konserwatorem warto szukać dotacji – tak jak zrobił to Chochołów, który skutecznie pozyskał środki na remonty zabytków.
Póki co jednak mieszkańcy Ostaszowa czują się oszukani i pominięci. Ich zdaniem to oni powinni decydować o swoich domach, a nie urzędnik z Wrocławia.
źr. wPolsce24 za Radio Wrocław/Polsat News/TVN24/Onet











