Jak poinformowała Prokuratura Okręgowa w Słupsku, były funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa w chwili ataku na swoją rodzinę był całkowicie trzeźwy. Wyniki badań toksykologicznych nie pozostawiają wątpliwości – nie znajdował się pod wpływem alkoholu, narkotyków ani żadnych substancji odurzających czy psychotropowych. To ustalenie diametralnie zmienia sposób postrzegania tej zbrodni, bo wyklucza jeden z najczęściej pojawiających się w takich przypadkach czynników.
Trwa oczekiwanie na opinię psychiatryczną
Śledczy wciąż czekają na kluczową opinię biegłych psychiatrów, która ma odpowiedzieć na pytanie, czy mężczyzna był poczytalny w chwili popełnienia zbrodni. Podejrzany został już poddany badaniu przez dwóch specjalistów, jednak końcowa opinia nie została jeszcze sporządzona. Od jej wyników zależeć będzie dalszy kierunek postępowania.
Dramatyczny przebieg zdarzeń
Do tragedii doszło 26 stycznia w Ustce. 44-letni funkcjonariusz SOP, przebywający na urlopie u teściów, po wieczorze spędzonym z rodziną nagle zaatakował bliskich nożem. Najtragiczniejszy bilans tego ataku to śmierć czteroletniej córki mężczyzny. Mimo długiej reanimacji dziecka nie udało się uratować. Ranne zostały także inne osoby – żona napastnika, jego syn oraz teściowie. Wszyscy trafili do szpitali.
Przyznał się do winy
Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa córki oraz usiłowania zabójstwa czterech członków rodziny. Przyznał się do popełnienia tych czynów i został tymczasowo aresztowany. Prokuratura zapowiada złożenie wniosku o przedłużenie aresztu o kolejne trzy miesiące. Po zdarzeniu funkcjonariusz został zawieszony, a następnie wydalony ze Służby Ochrony Państwa. Miał 23-letni staż służby i wcześniej przechodził standardowe badania. Teraz grozi mu najwyższy wymiar kary – dożywotnie pozbawienie wolności.
Nowe ustalenia, wykluczające wpływ alkoholu czy narkotyków, sprawiają, że sprawa staje się jeszcze bardziej niepokojąca. Kluczowe pytanie pozostaje wciąż otwarte – co doprowadziło do tej tragedii?
źr. wPolsce24 za PAP