Łzy, marketing i zbrojeniowa niewiedza rządowej ekspertki ds. SAFE. Wystarczyło kilka prostych pytań!

Zamiast merytorycznych konkretów, słuchacze otrzymali porażający pokaz niekompetencji. Rządowa urzędniczka po raz kolejny udowodniła, że znacznie bliżej jej do marketingowego tworu speców od wizerunku niż do realnego eksperta od polskiego bezpieczeństwa.
Piorun? A co to takiego?
Głównym zadaniem pełnomocnika zarządzającego miliardowymi funduszami na zbrojenia powinna być doskonała orientacja w strukturze i zasobach polskiego przemysłu obronnego. Tymczasem wywiad w RMF - w banalnie prosty sposób - obnażył fundamentalne braki w wiedzy Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej. Pytana o flagowe produkty naszej zbrojeniówki, urzędniczka wyraźnie się pogubiła, wykazując się kompletną ignorancją w temacie legendarnego już zestawu przeciwlotniczego „Piorun”, czyli broni, która już zyskała status ikony i sprawdziła się w najtrudniejszych warunkach bojowych.
Dla człowieka odpowiedzialnego za mechanizm mający modernizować naszą armię, brak natychmiastowej i precyzyjnej wiedzy o jednym z najważniejszych polskich eksporterów uzbrojenia jest dyskwalifikujący. Trudno się dziwić, iż w sieci natychmiast zawrzało.
Komentatorzy i eksperci ds. wojskowości nie kryli zażenowania, wskazując, że prominentna przedstawicielka rządu traktuje strategiczny sektor państwa jak medialną scenografię, nie zadając sobie trudu, by poznać podstawowe pojęcia.
Wielka pożyczka, która… niczego nie zmienia?
O ile braki eksperckiej wiedzy (choć tu daleko było przecież do tego poziomu!) można jeszcze próbować jakoś tłumaczyć, to jeszcze bardziej kuriozalnie zabrzmiały wyjaśnienia pełnomocniczki dotyczące samej istoty podpisywanych umów w ramach mechanizmu SAFE. Sobkowiak-Czarnecka z rozbrajającą szczerością przyznała na antenie, że wszystkie kontrakty zbrojeniowe, które zostały dotychczas zawarte i tak zostałyby zrealizowane - niezależnie od tego, czy Polska zaciągnęłaby unijną pożyczkę, czy też nie.
W tym momencie cała misternie budowana narracja rządu o „zbawiennym i unikalnym” wpływie programu SAFE na polskie bezpieczeństwo legła w gruzach. Skoro kontrakty były bezpieczne i zaplanowane, po co tworzyć dedykowane stanowiska ministerialne i pompować medialny balon? Odpowiedź wydaje się prosta: chodziło wyłącznie o efekt propagandowy.
Zmiana źródła finansowania na unijny kredyt została przedstawiona opinii publicznej jako cywilizacyjny przełom, podczas gdy – jak niechcący wygadała się sama pełnomocnik – w rzeczywistości to zwykła operacja księgowa pod publiczkę. Co szczególnie istotne, zyskuje niej przede wszystkim niemiecki i francuski przemysł zbrojeniowy.
Od łzawego teatru do brutalnej weryfikacji
Wpadka merytoryczna, czy może coś znacznie poważniejszego? To ważne pytania, bo dotychczasowa aktywność Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej pokazuje, że jest ona szykowana nie tylko do tego jednego zadania, jakim było „sprzedawanie” Polakom umowy SAFE, której pełnych szczegółów do dziś nie znamy (sic!).
Na razie zamiast twardych danych i profesjonalnego chłodu, opinia publiczna mogła braki wiedzy, łzy, drżący głos i emocjonalne, mocno teatralne zwroty do własnej córki. Widać przemyślaną – choć wyjątkowo tanią – zagrywkę PR-ową, która zmusza do pytania o to, jaką kolejną rolę wymyślono dla pani Sobkowiak-Czarneckiej i kto ją napisał?
źr. wPolsce24 za RMF











