KOD wrócił i chce ratować Miszalskiego! Podobno mieli bronić demokracji, tymczasem robią coś odwrotnego

W środę (3 czerwca) grupa mieszkańców, w tym działacze KOD, ogłosiła złożenie protestu wyborczego w sprawie referendum w Krakowie, które doprowadziło do odwołania prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego. Protestujący twierdzą, że podczas ciszy referendalnej doszło do „systemowego łamania prawa”, głównie w mediach społecznościowych. Ich zdaniem to właśnie te działania mogły przechylić szalę i zdecydować o ważności referendum.
Bo zachęcali...
– Kiedy rozpoczęła się cisza referendalna, akcja zachęcania do udziału nie zanikła. Prawo było permanentnie łamane – przekonywał jeden z inicjatorów protestu, Edward Nowak. – Wnosimy o unieważnienie referendum – dodał.
Chodzi o nadwyżkę frekwencyjną, która przesądziła o ważności głosowania. Według protestujących została ona „wygenerowana” dzięki aktywności w internecie. Na poparcie swoich tez przygotowali ogromny materiał dowodowy. To aż 4 GB danych: ponad 400 plików, setki zrzutów ekranu, analizy zasięgów i raporty. Do tego 16 nagrań wideo i niemal 800 stron opisów.
Wśród przywoływanych danych pojawiają się tysiące wzmianek w serwisie X, setki tysięcy wyświetleń na YouTube oraz kampanie reklamowe w mediach społecznościowych, które miały docierać do mieszkańców Krakowa.
Sąd zdecyduje w ciągu 14 dni
Teraz wszystko w rękach sądu, który ma 14 dni na rozpatrzenie sprawy. Jeśli protest zostanie uwzględniony, może to oznaczać poważne zamieszanie wokół wyborów nowego prezydenta miasta.
W praktyce oznacza to możliwe opóźnienie całego procesu wyborczego. Wybory miały odbyć się w ciągu 90 dni od odwołania prezydenta, ale złożenie protestu może ten termin znacząco wydłużyć.
Przypomnijmy: referendum w Krakowie odbyło się 24 maja. W przypadku odwołania prezydenta frekwencja przekroczyła wymagany próg, co oznacza, że wynik uznano za ważny. Inaczej było w przypadku Rady Miasta – tam próg nie został osiągnięty.
Teraz jednak wszystko może stanąć pod znakiem zapytania. I to właśnie budzi największe emocje – bo spór nie dotyczy już tylko wyniku, ale samej zasady: czy zachęcanie do udziału w głosowaniu można uznać za naruszenie demokracji? Tak zwany KOD twierdzi, że tak. Krytycy – że to polityczne kuriozum. A jeśli chociaż jedna osoba miała jeszcze wątpliwości, czy inicjatywa KOD miała bronić demokracji czy konkretnej opcji politycznej, to przykład z Krakowa powinien ją przekonać ostatecznie.
źr. wPolsce24 za gazetakrakowska.pl











