Rząd Tuska pokazał, jak "walczy" o prawa kobiet. Kancelaria Premiera zwolniła urzędniczkę, która... urodziła dziecko

Koalicja Obywatelska przez ostatnie lata bardzo mocno starała się prezentować jako ta formacja polityczna, której zależy na ochronie kobiet. W czasach rządów Zjednoczonej Prawicy jej politycy bardzo często aktywnie brali udział we wszelkich strajkach oraz inicjatywach organizowanych przez środowiska feministyczne. Wszystko, rzekomo, w ramach walki o ich prawa. Rzeczywistość pokazuje jednak, że były to jedynie puste slogany, niemające pokrycia w rzeczywistości – czego dobitny przykład dał Donald Tusk.
Z informacji ustalonych przez Wirtualną Polskę wynika, iż kilka miesięcy temu doszło do odwołania ze stanowiska zastępczyni dyrektorki departamentu ds. równości w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Urzędniczka od czerwca ubiegłego roku przebywała na zwolnieniu lekarskim z powodu ciąży. Kobieta urodziła dziecko we wrześniu, rozpoczynając urlop macierzyński. Jak się jednak okazuje, po jego zakończeniu nie będzie mogła powrócić do pracy na dotychczasowym stanowisku, które piastowała. 21 października pracownica Kancelarii Premiera została formalnie odwołana z funkcji wicedyrektorki. Pismo podpisane przez dyrekcję generalną KPRM nie zawierało uzasadnienia decyzji, a sama zainteresowana odmówiła komentarza.
Decyzja zbiegła się w czasie z głośnymi wypowiedziami premiera Donalda Tuska o niskiej dzietności w Polsce, które wywołały ostrą krytykę środowisk kobiecych. Organizacje feministyczne zarzucały wówczas szefowi rządu brak wrażliwości na realne bariery stojące przed kobietami decydującymi się na macierzyństwo. W tym kontekście odwołanie urzędniczki z departamentu zajmującego się równością odbierane jest jako szczególnie symboliczne.
Źródła z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów podkreślają, że wobec odwołanej nie zgłaszano wcześniej żadnych uwag ani zastrzeżeń dotyczących jej pracy. Jednocześnie wskazano, iż decyzja miała charakter stricte organizacyjny. Jak się również okazuje, kobieta była zatrudniona na podstawie powołania, co umożliwia jej odwołanie w dowolnym momencie, bez konieczności podawania przyczyny. Eksperci z zakresu prawa pracy zwracają jednak uwagę, że nawet w przypadku powołania obowiązują ogólne zasady zakazu dyskryminacji, wynikające zarówno z Kodeksu pracy, jak i orzecznictwa sądowego.
– Jeżeli decyzja jest motywowana faktem korzystania z urlopu macierzyńskiego lub samym rodzicielstwem, może naruszać zarówno polskie, jak i europejskie standardy ochrony macierzyństwa – podkreślają prawnicy.
Sprawa budzi również pytania o spójność polityki rządu w obszarze równości. Departament, z którego odwołano urzędniczkę, został powołany jako element realizacji zapowiedzi dotyczących równego traktowania i przeciwdziałania dyskryminacji, a nadzór nad tym obszarem sprawuje pełnomocniczka rządu Katarzyna Kotula. Polityk Lewicy do niedawna pełniła zresztą funkcję ministerialną, zajmującą się właśnie tematyką równouprawnienia. Ona sama, podobnie jak kilka posłanek deklarujących walkę o prawa kobiet, nie chciała jednak komentować sprawy.
Milczenie polityków kontrastuje z wcześniejszymi deklaracjami o priorytetowym traktowaniu równości i wsparcia dla rodziców. Dla części opinii publicznej decyzja KPRM stała się testem wiarygodności rządowych haseł, rodząc pytanie, czy ochrona praw kobiet w administracji państwowej jest realną praktyką, czy jedynie elementem politycznej narracji. Praktyka pokazała, iż rządowi Donalda Tuska znacznie bliżej do tego drugiego.
źr. wPolsce24 za Wirtualna Polska











