Miliony na spoty atakujące Nawrockiego w kampanii prezydenckiej, finansowane przez państwowe spółki – i prokuratura Żurka mówi: sprawy nie ma

Sprawa dotyczy kampanii prezydenckiej z 2025 roku, podczas której w mediach społecznościowych pojawiały się liczne reklamy i treści atakujące kandydatów konserwatywnych oraz promujące Trzaskowskiego. Choć w grę wchodziły miliony złotych wydane na kampanię fundacji „Twój Głos Jest Ważny”, wspieranej przez organizacje powiązane z Orlenem i PKO BP, prokuratura zdecydowała się odpuścić. Innymi słowy, prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa. To przykład jednego z takich spotów:
Fundacja „Twój głos jest ważny” robiła jawnie stronniczą kampanię, promując ja i opisując jako „profrekwencyjną”. Satyryczne spoty atakujące konserwatystów, starszych, wierzących, „PiS-owskich” wyborców i samego Karola Nawrockiego („przyjaciel Putina” itd.) to nie neutralna mobilizacja do głosowania, tylko typowy negatywny kampanijny hejt w stronę jednej opcji politycznej.
W dokumencie prokuratury pojawia się też kolejny argument, który trudno traktować poważnie:
Z zawiadomienia nie wynika, czy niekorzystne rozporządzenie mieniem miało miejsce oraz nie wynika, w jaki sposób przedstawiciele ww. Fundacji (Orlen i PKO) mieli działać i na szkodę spółek i jakich."
Taki tok rozumowania budzi pytania: czy naprawdę miliony złotych wydane w kampanii internetowej mogą przejść bezkarnie, jeśli prokuratura uznaje, że „korzyści dla sztabu nie było”? Czy fakt, że wybór Karola Nawrockiego został zatwierdzony przez Sąd Najwyższy, automatycznie oznacza, że działania fundacji i jej sponsorów nie miały znaczenia? Decyzja ta pokazuje luki w polskim prawie wyborczym, które pozwalają organizacjom pozarządowym i fundacjom na prowadzenie szeroko zakrojonych kampanii bez realnej odpowiedzialności.
Gdyby podobna akcja hejtowała Trzaskowskiego czy Tuska z publicznych pieniędzy – lewica i media głównego nurtu wyłyby o „zagrożeniu demokracji” i „propagandzie”. Tutaj - cisza lub „to tylko satyra, wolność słowa”. Wolność słowa ma granice. Satyra i ostra krytyka - tak. Ale zorganizowana, dobrze sfinansowana kampania dyskredytująca konkretnego kandydata w okresie wyborczym, zwłaszcza z publicznych pieniędzy, powinna podlegać przynajmniej rzetelnej weryfikacji . Odmowa „z automatu” wygląda na ochronę „swoich”
Czy w Polsce możliwe jest bezkarne finansowanie kampanii w internecie?
Decyzja prokuratury rodzi pytanie, które narasta w debacie publicznej: kto tu naprawdę odpowiada za kampanię KO i kto kontroluje finansowanie działań politycznych w internecie? Czy w Polsce możliwe jest, by ogromne środki finansowe krążyły w kampanii wyborczej bez konsekwencji, jeśli jedynym „dowodem” jest brak bezpośrednich korzyści dla sztabu kandydata? Choć formalnie sprawa została zakończona, temat pozostaje otwarty i budzi kontrowersje, pokazując, że mechanizmy kontroli finansowania kampanii internetowych w Polsce wciąż są niewystarczające, a granica między działaniem legalnym a potencjalnie nielegalnym jest coraz bardziej nieczytelna.
źr. wPolsce24 za Niezalezna.pl











