Tak mecenas Dubois broni młodego lekarza milionera z KO. Bezczelność, buta czy może coś jeszcze innego?

Miliony dla młodego działacza PO. Jak to możliwe?
Sprawa Dawida Kacprzyka wyszła na jaw dzięki analizie jego oświadczenia majątkowego, które jako pierwszy opisał portal Zero.pl. Z dokumentów ujawnionych w sieci wynikało wprost, iż młody lekarz jako koordynator SOR w Warszawskim Szpitalu Południowym oraz pracownik trzech innych placówek, zainkasował w ciągu roku fortunę, jakiej doświadczeni lekarze specjaliści mogą mu jedynie pozazdrościć.
Z prostego wyliczenia wynika, że aby zarobić taką kwotę, młody radny musiałby pracować przez niemal 4000 godzin w roku. To średnio 11 godzin na dobę, 365 dni w roku, bez ani jednego dnia wytchnienia. Co gorsza, z ustaleń medialnych wynika, że grafik medyka obfitował w mordercze, 72-godzinne maratony na dyżurach, podczas których potrafił on być niezwykle aktywny w mediach społecznościowych, a nawet... brać udział w sesjach rady dzielnicy z ramienia Koalicji Obywatelskiej.
Pojawiły się uzasadnione pytania: jak człowiek w tym stanie zmęczenia miał dbać o życie i zdrowie pacjentów na SOR-ze? Sprawa nabrała jeszcze mroczniejszych barw, gdy sygnalista, dr Jędrzejewski, w materiale Kanału Zero wprost zarzucił Kacprzykowi odpowiedzialność za śmierć pacjentów.
Kuriozalna linia obrony: „Ja pracowałem 16 godzin”
Sprawy nie dało się go przemilczeć nawet w przejętej przez nominatów obecnej władzy stacji TVP Info. W programie „Pytanie dnia”, prowadzonym przez Justynę Dobrosz-Oracz, mecenas Jacek Dubois - pełnomocnik młodego lekarza - dwoił się i troił, by wybielić swojego klienta.
Gdy na antenie padło niewygodne pytanie o to, jak fizycznie możliwe jest przepracowanie 11 godzin każdego dnia, prawnik postanowił zrelatywizować problem za pomocą własnego, zdumiewającego przykładu:
– Jak Kacprzyk mógł pracować po 11 godzin dziennie? – pytała prowadząca.
– Jak pan Kacprzyk powierzył mi swoją sprawę, to pracowałem 16 godzin, żeby się przygotować – wypalił bez mrugnięcia okiem Dubois.
„Kozioł ofiarny” i zwrot pół miliona złotych
To jednak nie koniec rewelacji z ust mecenasa celebryty. Dubois wprost oświadczył, że młody działacz PO padł ofiarą „społecznego linczu” oraz stał się „kozłem ofiarnym rozgrywki politycznej”. Próbował również zdyskredytować sygnalistę, twierdząc, że dr Jędrzejewski jest „totalnie niewiarygodny” i był z Kacprzykiem w konflikcie, ponieważ młody koordynator miał rzekomo wymagać od chirurgów przychodzenia na dyżury.
Dubois ogłosił już, że przygotowywany jest prywatny akt oskarżenia przeciwko lekarzowi, który nagłośnił sprawę.
W programie padło również niezwykle celne pytanie o ogromną kwotę, jaką Kacprzyk zdecydował się nagle oddać: czy odesłanie aż 500 tysięcy złotych nie jest de facto przyznaniem się do winy? Mecenas Dubois wybrnął z tego w kuriozalny sposób, twierdząc, że jego klient do niczego się nie przyznaje, a jedynie „dokonał korekty faktur” i zwrócił środki, by „rozwiać wątpliwości”. Co więcej, adwokat stwierdził, że Kacprzyk w tym zakresie „powinien być wzorem dla polityków”.
„Sami swoi” i bezkarność władzy?
Porównanie ciężkiej i odpowiedzialnej pracy na SOR-ze do czytania akt w adwokackim gabinecie natychmiast wywołało falę oburzenia w sieci. Dla opinii publicznej, obrona Kacprzyka przez tak prominentnego adwokata i próba uciszenia sygnalisty procesami to podręcznikowy przykład mechanizmu „swoi bronią swoich”.
Bez wątpienia ta sprawa bezlitośnie obnaża hipokryzję formacji Donalda Tuska, która szła do wyborów z hasłami transparentności i rozliczania patologii. Rzeczywistość okazuje się zgoła inna, a systemowe nieprawidłowości, milionowe kontrakty i niejasne układy w szpitalach są zaciekle bronione, dopóki sprawa nie ujrzy światła dziennego. Choć pod naciskiem skandalu młody milioner z PO zrezygnował z członkostwa w partii, a w placówce ruszyły kontrole, niesmak i pytania o bezpieczeństwo Polaków w państwie „uśmiechniętej koalicji” pozostają bez odpowiedzi.
źr. wPolsce24











