Internet ma używanie po ujawnieniu poselskich kilometrówek. Zielińska, Leo i Myrchowie "na celowniku"

Aleksandra Leo – brak auta, a dziesiątki tysięcy na taksówki i najem
Aleksandra Leo, posłanka (ostatnio związana z klubem Centrum, wcześniej Polska 2050), nie posiada własnego samochodu. Nie przeszkadza jej to jednak w generowaniu potężnych kosztów dla budżetu państwa. Tylko w 2025 roku rozliczyła:
- ponad 43 tys. zł na kilometrówki (odpowiadające pokonaniu ok. 90 tys. km),
- ponad 6,5 tys. zł na taksówki,
- prawie 41 tys. zł na najem auta.
Razem daje to ponad 92 tys. zł w jednym roku. Dla porównania – wielu Polaków przez rok nie zarabia takiej kwoty. Leo, która buduje wizerunek prawniczki i mecenas sztuki, bez mrugnięcia okiem obciąża podatników kosztami, których sama nie ponosi. To klasyczny przykład oderwania od rzeczywistości.
Urszula Zielińska – zielona retoryka kontra spalanie benzyny
Urszula Sara Zielińska, była współprzewodnicząca Zielonych, a obecnie sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska, jest jedną z posłanek najmocniej ciągnących kilometrówki. Jako parlamentarzystka rozliczyła przejazdy na ok. 29 750 km. Przy założeniu spalania typowego dla starszego auta (np. 20-letniego Volkswagena Beetle’a, którym porusza się wiceminister klimatu), generuje to znaczną emisję CO₂ – dokładnie tę, z którą jej partia rzekomo walczy.
Zielińska promuje transport publiczny i niskoemisyjne rozwiązania, jednocześnie intensywnie jeżdżąc prywatnym samochodem na koszt państwa. Taka postawa nie tylko podważa wiarygodność „zielonej” agendy, ale pokazuje typową dla lewicowych polityków hipokryzję: „Dla was – rower i komunikacja miejska. Dla nas – auto i pełny zwrot kosztów.”
Małżeństwo poselskie Gajewskiej i Myrchy – 82 tys. zł na dwa auta
Najbardziej spektakularny przypadek to małżeństwo posłów KO – Kinga Gajewska i Arkadiusz Myrcha. Razem rozliczyli 82 tys. zł na kilometrówki (Gajewska ok. 50,7 tys. zł, Myrcha ok. 32,9 tys. zł). To kwota odpowiadająca przejechaniu łącznie ok. 72 tys. km – niemal dwukrotnemu okrążeniu Ziemi na koszt podatników.
Posłowie Koalicji Obywatelskiej, którzy chętnie pouczają społeczeństwo o „solidarności” i „sprawiedliwości społecznej”, nie mają skrupułów, by wyciągać z budżetu Sejmu dziesiątki tysięcy złotych rocznie na prywatne podróże. W kontekście ich retoryki z czasów opozycyjnych brzmi to szczególnie cynicznie.
To nie są pojedyncze incydenty, lecz symptom szerszego problemu. System kilometrówek, diet i dodatków pozwala politykom żyć na zupełnie innym poziomie niż przeciętny Kowalski. Ci sami ludzie, którzy w kampanii obiecują „cięcie przywilejów” i „transparentność”, po wyborach bez zahamowań zasilają swoje konta z publicznej kasy. Co nam zostaje? Śmiech internautów. Póki nie zakażą...
źr. wPolsce24 za X











