Posłanka Lewicy wyjeździła rekordowe kilometrówki. Dziennikarze zwrócili uwagę na jej oświadczenie majątkowe

Mało tematów budzi w polskim dyskursie politycznym takie emocje jak tzw. kilometrówki, jak popularnie nazywa się przysługujący posłom zwrot kosztu używania prywatnych pojazdów w celach służbowych. Regularnie bowiem pojawiają się doniesienia, że posłowie - z wszystkich opcji politycznych - rozliczają trasy, które wyglądają zupełnie nierealistycznie.
Jeździli kilkanaście razy na to samo posiedzenie?
Jak informowaliśmy wcześniej, serwis Jak Głosują stworzył i opublikował pełne zestawienie sejmowych kilometrówek za ubiegły rok. Wynika z niego, że na podróże posłów – rozliczane na podstawie deklaracji, a nie faktur – wydaliśmy w 2025 r. aż 11,4 mln złotych.
Z zestawienia portalu wynika, że najwięcej kilometrówek rozliczył Jarosław Rzepa z PSL. On jest jednak posłem ze Szczecina, najbardziej oddalonego od Warszawy okręgu wyborczego. Oznacza to, że aby wyjeździć tyle kilometrówek, na każde posiedzenie musiałby przyjechać z okręgu 0,7 razy.
Po wzięciu pod uwagę odległości z okręgu, rekordzistką okazała się Bożenna Hołownia (Polska 2050), która jest posłanką z okręgu warszawskiego. Jak obliczył portal, by dostać zwrot 28 180 zł, w zeszłym roku musiałaby jeździć z okręgu na każde posiedzenie aż 37,7 razy.
Najmniej kilometrówek – zaledwie za złotówkę – rozliczył poseł PiS Marcin Warchoł z okręgu rzeszowskiego.
Ma niecałe dwa kilometry do biura
Anna Maria Żukowska (Lewica) zajęła w tym zestawieniu piąte miejsce. Portal ujawnił, że w zeszłym roku zgłosiła przejechanie 33 202 km, za które zwrócono jej 38 182 złote. Ona również startowała do sejmu z Warszawy, co oznacza, że na każde posiedzenie przyjechała 29,1 razy. Dziennik Fakt postanowił się temu przyjrzeć.
Jak informuje "Fakt", z prostego obliczenia wynika, że w zeszłym roku codziennie, wliczając w to niedzielę i święta, posłanka Lewicy przejeżdżała średnio po 90 km. To imponująca odległość, jeśli weźmie się pod uwagę, że jej biuro poselskie jest oddalone od Sejmu o zaledwie 1,7 kilometra. Tym bardziej, że Warszawa ma bardzo rozbudowaną komunikację miejską, z której posłowie mogą korzystać za darmo.
Nie posiada samochodu
"Fakt" zauważył jeszcze jedno: ze złożonego w 2025 roku oświadczenia majątkowego wynika, że posłanka Lewicy... nie posiada samochodu. Jedynym pojazdem, jaki w nim zgłosiła, była łódź kabinowa Bahia. To oczywiście nie oznacza, że skłamała w rozliczeniach – przepisy dopuszczają zwrot kilometrówek nawet, jeśli poseł nie jeździł swoim prywatnym samochodem, a np. pożyczonym. Dziennikarze "Faktu" ją o to spytali, ale polityk odmówiła komentarza.
Jak zauważa dziennik, od 2026 roku w życie weszły nowe przepisy dotyczące kilometrówek. Zgodnie z nimi przejazdy w okręgu wyborczym są limitowane. Posłowie będą mogli rozliczyć kilometrówki o wartości maksymalnie 1725 zł miesięcznie.
źr. wPolsce24 za jakglosuja.pl, "Fakt"











