Są idealnym celem dla obcych wywiadów. Polska porzuciła agentów skrywających największe tajemnice państwowe

Choć teoria zakłada, że najważniejsi oficerowie powinni znajdować się pod stałą „tarczą” chroniącą przed werbunkiem lub inwigilacją, rzeczywistość w Polsce wygląda zgoła inaczej. Z ustaleń portalu zero.pl wynika, że osłona kontrwywiadowcza byłych szefów cywilnych i wojskowych służb specjalnych praktycznie nie istnieje. Państwo nie posiada wiedzy o tym, z kim spotykają się emerytowani decydenci, gdzie pracują, ani czy wokół nich nie pojawiają się osoby powiązane z obcym wywiadem.
„Zostaliśmy sami” – głos byłych szefów
Skalę problemu potwierdzają osoby, które przez lata stały na czele najważniejszych instytucji bezpieczeństwa. Były szef Agencji Wywiadu, płk rez. Grzegorz Małecki, przyznaje, że od odejścia ze służby w 2016 roku nie miał żadnego kontaktu z żadną służbą. Dodaje, że agencja nie wie, czym się zajmuje ani z kim się spotyka.
Potwierdza to także były szef CBA, płk rez. Andrzej Stróżny. W rozmowie z portalem zwraca uwagę, że nie istnieje żaden systemowy, ani nawet niesystemowy model wsparcia czy kontroli nad ludźmi, którzy pełnili kluczowe funkcje.
Co istotne, problem nie dotyczy tylko najwyższego kierownictwa. Brak ochrony obejmuje również oficerów operacyjnych, którzy często posiadają znacznie bardziej szczegółową wiedzę o metodach pracy, źródłach i konkretnych sprawach niż ich przełożeni.
Dlaczego to tak niebezpieczne?
Byli funkcjonariusze to dla obcych służb „zasób o strategicznym znaczeniu”. Ze względu na ogromną wiedzę o mechanizmach bezpieczeństwa państwa, stają się oni atrakcyjnym celem dla wywiadów innych krajów. Sytuację pogarsza fakt, że polski system emerytalny pozwala na odejście ze służby stosunkowo młodym ludziom (często już po 15 lub 25 latach pracy), którzy w pełni sił zawodowych pozostają bez żadnego zagospodarowania ze strony państwa.
System zatrzymany w latach 90.
Eksperci wskazują na anachroniczność przepisów. Płk Małecki ostrzega, że obecny system bezpieczeństwa nie zmienił się od dekad, a ABW działa bardziej jak „policja bezpieczeństwa”, skupiając się na ściganiu sprawców po fakcie, zamiast na prewencyjnej ochronie kontrwywiadowczej.
Obecnie, mimo zapytań kierowanych przez dziennikarzy do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ABW czy SKW, instytucje te unikają jednoznacznych odpowiedzi, zasłaniając się procedurami lub milczeniem. Tymczasem, jak podsumowują rozmówcy, obecny stan rzeczy to „proszenie się o kłopoty”.
źr. wPolsce24 za Zero.pl











