Dlaczego nie wystartowali wcześniej? Kontrowersje wokół Black Hawków w cieniu gigantycznego pożaru
Miejscowość Józefów stała się centrum operacyjnym ogromnej akcji ratowniczej. To tutaj, nad miejscowym zalewem, nieustannie pojawiają się kolumny wozów strażackich oraz śmigłowce, aby tankować wodę niezbędną do gaszenia ognia. Choć ogień znajduje się w znacznej odległości od zabudowań i mieszkańcy nie są bezpośrednio zagrożeni, lokalna społeczność – szczególnie z osiedla Młynki – z przerażeniem obserwuje przesuwający się w ich stronę front pożaru.
Tragedia w powietrzu i ogromne siły na lądzie
W działaniach bierze udział rekordowa liczba jednostek. Obecnie na miejscu pracuje 101 zastępów i 372 strażaków z Państwowej oraz Ochotniczej Straży Pożarnej, wspieranych przez kompanię ze Świętokrzyskiego oraz żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej.
Kluczową rolę odgrywa wsparcie z powietrza, jednak to właśnie tam doszło do tragedii. Zginął pilot samolotu Dromader, którego maszyna rozbiła się w palącym się lesie. Prezydent Polski złożył już wyrazy współczucia rodzinie zmarłego, który z odwagą ruszył na ratunek puszczy.
Kontrowersje wokół Black Hawków
Do akcji skierowano m.in. dwa policyjne śmigłowce Black Hawk, wyposażone w zbiorniki Bambi Bucket o pojemności 3000 litrów wody. Choć ich praca jest oceniana jako podstawa obecnych działań, pojawiły się kontrowersje dotyczące czasu ich użycia. Pojawiają się nieoficjalne doniesienia, że maszyny te, mimo możliwości pracy w nocy, nie wystartowały wcześniej z powodu braku gotowego do lotu pilota.
Oprócz Black Hawków, w powietrzu pracują także cztery śmigłowce Lasów Państwowych oraz cztery dromadery.
źr. wPlolsce24











