Niewiarygodne. Grodzki publicznie przyznał się do załatwiania stażu „po znajomości”. Tak działają „standardy” Koalicji Obywatelskiej!

Wszystko zaczęło się od krytycznego wpisu publicysty Adama Abramczyka, niegdyś zagorzałego zwolennika Platformy Obywatelskiej, który skomentował dymisję wiceprezydent Warszawy Renaty Kaznowskiej, wytykając słabość liderowi KO, Rafałowi Trzaskowskiemu. Na te słowa prawdy niezwykle nerwowo zareagował Tomasz Grodzki. Były marszałek Senatu, zamiast bronić Trzaskowskiego merytorycznymi argumentami, postanowił... publicznie upokorzyć swojego interlokutora, wyciągając na światło dzienne prywatne przysługi i demaskując kulisy funkcjonowania struktur parlamentarnych pod wodzą KO.
Porażające wyznanie Grodzkiego: Staż „po znajomości”
Grodzki wprost zarzucił Abramczykowi, że ten nie ma prawa krytykować Koalicji Obywatelskiej, ponieważ w przeszłości „zabiegał o staż w Senacie dla córki” u „bardzo ważnego polityka KO”. Z wpisu jasno wynika, że sprawa została załatwiona pozytywnie właśnie dzięki politycznym koneksjom.
Przykro czytać to co pan wypisuje na temat KO i jej członków. Zapomniał pan jak u b ważnego polityka KO zabiegał pan o staż w Senacie dla córki. Staż się odbył i obie strony były b zadowolone dlatego obecne pańskie ataki są po prostu niesmaczne” – napisał dosłownie @profGrodzki.
Ten wpis to absolutny polityczny samobój. Tomasz Grodzki czarno na białym przyznaje, że w polskim Senacie – izbie wyższej parlamentu – staże i praktyki dla młodych ludzi nie zależą od ich realnych kompetencji, otwartych konkursów czy transparentnych procedur, ale od tego, czy ich rodzice potrafią odpowiednio „zakręcić się” i „zabiegać” u partyjnych baronów. Co więcej, Grodzki w swojej mentalności uważa, że załatwienie takiej „koneksji” powinno skutkować dożywotnim milczeniem, wdzięcznością i zakazem krytyki jego obozu politycznego! To czysta definicja mentalności oligarchicznej i korupcji politycznej: „my wam damy konfitury, a wy macie siedzieć cicho”.
Przypomnijmy, jak ten sam obóz zaszczuł profesora Szyszkę
Ta sytuacja jaskrawo pokazuje gigantyczną hipokryzję i podwójne standardy liberalno-lewicowego establishmentu oraz sprzyjających mu mediów. Kiedy polityk KO bez mrugnięcia okiem przyznaje się do kolesiostwa w instytucjach państwowych, w mediach głównego nurtu panuje grobowa cisza. Jakże inaczej wyglądało to kilka lat temu, gdy ten sam obóz polityczno-medialny zorganizował bezwzględną, nienawistną nagonkę na śp. prof. Jana Szyszkę.
Warto odświeżyć pamięć opinii publicznej: w 2016 roku media z Wiertniczej i Czerskiej rozpętały gigantyczną, ogólnokrajową aferę z powodu krótkiej notatki, którą minister Jan Szyszko przekazał przed posiedzeniem rządu Mariuszowi Błaszczakowi. Chodziło o córkę znajomego, która prosiła o przedstawienie jej CV. Zwykły, ludzki gest, niezobowiązujące przekazanie dokumentu (które ostatecznie do niczego nie doprowadziło), stało się dla ówczesnej totalnej opozycji pretekstem do wielomiesięcznego linczu, wyzywania od nepotów i zaszczuwania wybitnego naukowca. Profesor Szyszko był bezlitośnie grillowany w blasku kamer za sytuację o nieporównywalnie mniejszej wadze. Tam nie było mowy o żadnym „załatwieniu” – ot, przekazanie informacji. Mimo to, liberalni moraliści grzmieli o „upadku obyczajów”.
Dzisiaj, gdy Tomasz Grodzki z pełną premedytacją i dumą pisze, że staż w Senacie Rzeczypospolitej Polskiej został zorganizowany w wyniku zakulisowych zabiegów u „ważnego polityka”, ci sami „strażnicy demokracji” nabrali wody w usta. Dla swoich obowiązuje zasada pełnej bezkarności i ochrony. Polacy muszą zobaczyć tę obłudę w pełnej krasie. Urzędy państwowe i parlament nie są prywatną własnością Tomasza Grodzkiego ani żadnego innego działacza Platformy Obywatelskiej!
źr. wPolsce24











