TikTok pod ostrzałem KE: Fałszywe Polki nawołują do Polexitu – rosyjska dezinformacja?

Z tego tekstu dowiesz się:
-
Jakie treści na TikToku wywołały alarm w Brukseli i Warszawie?
-
Dlaczego polski rząd podejrzewa rosyjską dezinformację?
-
Jak DSA zmusza platformy do walki z ryzykiem generowanym przez AI?
-
Co grozi TikTokowi za brak reakcji?
Filmy nawołują do Polexitu
Pod koniec grudnia 2025 wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski wysłał list do KE z apelem o reakcję na TikTokowe nagrania.
Filmiki pokazują młode kobiety w symbolach narodowych, których wizerunek wygenerowała sztuczna inteligencja. Niektóre z nich nawołują do Polexitu. W ocenie polityków, treści "noszą znamiona skoordynowanej kampanii dezinformacyjnej", zagrażającej porządkowi publicznemu i demokracji w PL i UE.
Rzecznik rządu Adam Szłapka nazwał je rosyjską propagandą i wspomniał, że taka antyunijna narracja sprzyja Moskwie. Zasugerował także, iż na filmach "słychać rosyjską składnię".
Reakcja KE i DSA
Jak informuje RMF FM, KE wszczęła postępowanie wyjaśniające i skontaktuje się z Polską w sprawie szczegółów:
- Komisja zbada zgodność generowanych treści na TikToku z unijnym prawem - ustaliła dziennikarka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon.
Rzeczniczka KE Eva Hrncirova przekazała jej, iż "służby Komisji Europejskiej skontaktują się teraz z polskimi władzami, aby uzyskać więcej szczegółów i ocenić fakty w celu weryfikacji zgodności z unijną ustawą o usługach cyfrowych (DSA)".
Przypomnijmy, DSA to kontrowersyjne prawo, które nakłada obowiązek usuwania dezinformacji na dostawców usług cyfrowych. Choć ma służyć do walki z rosyjską wojną hybrydową (nasiloną po 2022), to istnieje poważna obawa, że może zostać wykorzystane jako narzędzie do cenzurowania treści.
źr. wPolsce24 za RMF











