Zginął od ciosu nożem, broniąc granicy. Jego zabójca wciąż wolny

Mateusz Sitek,w tamtym czasie szeregowy, pod koniec maja 2024 roku, pełnił służbę w okolicy Dubicz Cerkiewnych, na granicy z Białorusią. W tamtym czasie granicę szturmowali nielegalni imigranci nasyłani przez Aleksandra Łukaszenkę.
Młody żołnierz został ugodzony nożem przez jednego ze szturmujących. Sprawca przecisnął broń przez szczelinę między przęsłami zapory i ugodził Sitka w klatkę piersiową. Ranny został przewieziony do szpitala w Hajnówce, gdzie był operowany, następnie przetransportowano go do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, gdzie zmarł 6 czerwca Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało o jego śmierci.
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych w wydanym w sobotę komunikacie podkreśliło, że sierżant Sitek bronił bezpieczeństwa Polski. "Miał zaledwie 21 lat. Był młodym człowiekiem, który miał przed sobą całe życie, marzenia i plany" – napisano. "Stanął na posterunku z odwagą, odpowiedzialnością i poświęceniem godnym najwyższego szacunku", a w chwili próby "nie cofnął się ani o krok" – wskazano.
Wpisy przypominające postać młodego żołnierza zamieściło wielu użytkowników mediów społecznościowych, także politycy. Były szef BBN Sławomir Cenckiewicz zwrócił się przy okazji do szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza z pytaniem: "Czekamy panie Premierze @KosiniakKamysz na komunikat jak po dwóch latach wygląda akcja poszukiwania zabójcy polskiego żołnierza - zwracam się z tym do Pana, gdyż to właśnie Pan Premier zapowiadał publicznie determinację państwa polskiego w pojmaniu tego bandyty".
źr. wPolsce24











