Drogi uśmiech premiera. Piknik w ogrodach kancelarii za setki tysięcy złotych

Z przetargu ogłoszonego przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów wynika, że na organizację imprezy przewidziano nawet 600 tys. zł - poinformowała "Rzeczpospolita". Ostateczne oferty firm mieszczą się w przedziale od 478 do 498 tys. zł. I to tylko koszt podstawowy — bez wydatków ponoszonych przez państwowe spółki i instytucje, które wystawią swoje stoiska.
Piknik za pół miliona. A to nie wszystko
Choć wydarzenie ma wieloletnią tradycję sięgającą czasów, gdy premierem po raz pierwszy był... Donald Tusk, dopiero teraz ujawniono jego rzeczywiste koszty. A te — jak wynika z ustaleń "Rzeczpospolitej" — mogą być znacznie wyższe, niż się wydaje.
Wykonawca, wyłaniany w przetargu, odpowiada bowiem tylko za część organizacyjną: zabezpieczenie techniczne, sanitariaty, logistykę czy obsługę wydarzenia. Cała infrastruktura atrakcji — strefy edukacyjne, rozrywkowe i promocyjne — leży po stronie wystawców, czyli m.in. spółek Skarbu Państwa. W praktyce oznacza to jedno: realny koszt wydarzenia jest rozproszony i trudny do oszacowania.
Miliony na „ocieplanie wizerunku”?
To nie pierwszy raz, gdy wokół rządowych pikników pojawiają się kontrowersje. Jeszcze większe emocje wzbudził tzw. Piknik Tysiąclecia — wydarzenie organizowane przez obecną władzę z okazji rocznicy koronacji Koronacja Bolesława Chrobrego. Według nieoficjalnych informacji jego koszt mógł sięgnąć nawet 20 mln zł, choć szczegóły finansowania nigdy nie zostały w pełni ujawnione.
Ekspert wprost: politycy nie patrzą na koszty
Komentujący na łamach "Rzeczpospolitej" koszty pikniku politolog Rafał Chwedoruk nie ma wątpliwości, skąd bierze się popularność takich wydarzeń. „Gdy politycy mają szansę na ocieplenie wizerunku, nie zważają na koszty” — ocenia wprost.
I dodaje jeszcze ostrzej: obecność dzieci to dla polityków „temat zero-jedynkowy”, na którym po prostu nie da się stracić. Wizerunek „zwykłego człowieka”, rodzica czy dziadka buduje się łatwiej właśnie w takich okolicznościach.
Publiczne pieniądze, prywatne korzyści?
Problem polega na tym, że rachunek za ten wizerunek płacą podatnicy. Bo choć piknik przedstawiany jest jako wydarzenie dla rodzin i dzieci, jego polityczny wymiar jest trudny do pominięcia. Zwłaszcza gdy w grę wchodzą setki tysięcy — a w dłuższej perspektywie miliony — złotych.
Pytanie więc pozostaje aktualne: czy takie wydatki są uzasadnione, czy to raczej kosztowna inwestycja w polityczny wizerunek? Na razie nic nie wskazuje na to, by ktoś zamierzał to dokładnie policzyć.
źr. wPolsce24 za rp.pl











