Tragedia podhalańskich pszczelarzy. Niedźwiedzie niszczą dorobek życia, a urzędnicze odszkodowania to kropla w morzu potrzeb. Kto naprawdę odpowiada za ten kryzys?

Jednak dla borykających się z tym żywiołem pszczelarzy państwowe jałmużny to marna pociecha. Prawdziwy dramat rozgrywa się w sferze, której urzędnicy nie potrafią wycenić – niszczony jest owoc wieloletniej, ciężkiej pracy ludzkich rąk i bezpowrotnie giną całe pszczele rodziny.
Sytuacja na południu Małopolski staje się dramatyczna, a najgorsza sytuacja panuje w okolicach Zakopanego oraz Bukowiny Tatrzańskiej. Statystyki RDOŚ pokazują, że problem nie jest nowy, ale jego skala uderza bezpośrednio w fundamenty lokalnej tożsamości i tradycyjnej gospodarki.
Rekordowy pod tym względem był rok 2019, kiedy odnotowano aż 27 potężnych ataków na pasieki. Choć w kolejnych latach liczby te wahały się w granicach od kilku do kilkunastu incydentów rocznie, to każdy z nich oznacza dla konkretnego polskiego gospodarza osobistą katastrofę.
Urzędnicza ślepota: Pieniądze nie zrekompensują serca włożonego w pracę
Głos podhalańskich pszczelarzy jest w tej sprawie jednoznaczny – biurokraci zza biurek w Krakowie czy Warszawie mierzą wszystko suchą złotówką, zupełnie nie rozumiejąc specyfiki pracy na roli.
Przykładem jest pan Wojciech Majerczyk-Swajnos, prowadzący swoją pasiekę w rejonie Doliny Olczyskiej, tuż przy granicy Tatrzańskiego Parku Narodowego. Mimo zastosowania nowoczesnych i kosztownych zabezpieczeń – w tym ogrodzeń i pastuchów elektrycznych – potężne drapieżniki już kolejny raz sforsowały zapory i obróciły jego ule w niwecz.
Pszczoły to moje życie. Oczywiście rekompensaty finansowe są ważne, ale takie gospodarstwo buduje się przez lata i wkłada w nie całe serce" – mówi z żalem zakopiański pszczelarz.
Niedźwiedzie atakują pod osłoną nocy. Rozbijają ule i rozproszone pszczele rodziny, które przy niskich, nocnych temperaturach (spadających w górach do kilku stopni) nie mają żadnych szans na przeżycie. Rano gospodarze zastają jedynie zgliszcza: połamane ramy, zniszczony sprzęt i tysiące martwych owadów. Odbudowa tak zniszczonej struktury biologicznej pasieki to proces długofalowy, często wymagający zaczynania wszystkiego od nowa.
Urzędowe „stuprocentowe odszkodowanie według cen rynkowych” to mit – nie uwzględnia ono utraconych korzyści, miesięcy przestoju i przede wszystkim gigantycznego nakładu pracy, jakiego wymaga hodowla.
Gdzie leży źródło problemu? Ludzka głupota kontra rzeczywistość
Niedźwiedzie brunatne na Podhalu coraz częściej rezygnują ze swoich naturalnych, leśnych rewirów i bez cienia lęku podchodzą pod ludzkie domostwa i zabudowania gospodarcze. Dlaczego tak się dzieje?
Prawda, choć niewygodna dla wielu obrońców przyrody, jest brutalna: to w dużej mierze wina nieodpowiedzialnych zachowań ludzkich, które doprowadziły do tzw. synantropizacji tych zwierząt. Synantropizacja to proces, w którym dzikie drapieżniki adaptują się do życia w środowisku przekształconym przez człowieka, zatracając swój naturalny instynkt i lęk przed ludźmi.
Głównym motorem napędowym tego groźnego zjawiska jest bezmyślna turystyka oraz brak wyobraźni części mieszkańców. Pozostawianie otwartych kontenerów z odpadami komunalnymi, wyrzucanie resztek jedzenia i odpadów organicznych w miejscach łatwo dostępnych, a nawet celowe (i skrajnie głupie) podkarmianie zwierząt dla „atrakcyjnego zdjęcia” – wszystko to zamieniło Podhale w darmową, gigantyczną stołówkę dla drapieżników. Niedźwiedź jako zwierzę inteligentne i oportunistyczne szybko kalkuluje, że łatwiej jest najeść się ze śmietnika lub rozbić ul pełen miodu, niż godzinami szukać pożywienia w gęstwinie reglowego lasu.
Czas na ochronę polskiego gospodarza, a nie tylko drapieżnika
Sytuacja, w której tradycyjne, polskie rzemiosło, jakim jest pszczelarstwo, musi ustępować pola drapieżnikom wyhodowanym na ludzkich śmieciach, jest nie do zaakceptowania. Ochrona przyrody nie może stać w sprzeczności z bezpieczeństwem obywateli i nienaruszalnością ich własności prywatnej.
Konieczna jest natychmiastowa zmiana strategii. Z jednej strony, państwo musi bezwzględnie i surowo egzekwować przepisy dotyczące zabezpieczania odpadów i karać tych, którzy swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem „przyzwyczajają” niedźwiedzie do ludzkich osiedli. Z drugiej strony, system ochrony drapieżników nie może być świętą krową – jeśli dany osobnik wykazuje wysoki stopień synantropizacji, zagraża mieniu i życiu mieszkańców oraz regularnie niszczy owoce ludzkiej pracy, służby ochrony przyrody powinny mieć możliwość podejmowania zdecydowanych, radykalnych kroków, włącznie z eliminacją lub relokacją osobników problematycznych.
Podhale od wieków stało twardą pracą żyjących tam ludzi. Czas, aby instytucje państwowe stanęły po stronie tych, którzy te ziemie tworzą i żywią – po stronie polskich pszczelarzy i rolników.
źr. wPolsce24 za portalspozywczy.pl











