Dramat byłej policjantki i jej córek. „Bałyśmy się, że tata zabije mamę”

Sprawę pani Katarzyna, która samotnie wychowuje dwie córki: 15-letnią Oliwię i 8-letnią Igę, opisuje Polsat News. Według relacji rodziny w czasie małżeństwa w domu często dochodziło do awantur.
- Dziewczynki zadzwoniły do nas i mówiły: „ciociu, wujku, pomóżcie nam". Iga była zapłakana, roztrzęsiona i powiedziała, że boli ją brzuch, głowa, boi się o mamę, że tata ją zabije - wspomina siostra pani Katarzyny.
Ojciec pani Katarzyny twierdzi, że w rodzinie problemem miał być alkohol. Sama kobieta opowiada o latach przemocy i upokorzeń.
– Kopanie, zabieranie pieniędzy, bicie, poniżanie, uniemożliwianie snu całymi tygodniami… Aż człowiek jest cieniem i chodzącym trupem – mówi.
Rozstanie nie zakończyło konfliktu
Dwa lata temu małżeństwo rozpadło się, a kobieta wyprowadziła się z dziećmi z domu. Jak twierdzi, po rozwodzie były mąż nadal miał ją nękać. Postanowiła zgłosić sprawę do prokuratury.
Kobieta przekazała śledczym szczegółowe zeznania i nagrania, które – jej zdaniem – dokumentują przemoc. Twierdzi jednak, że wiele postępowań zostało umorzonych.
- Poprosiłam o pomoc organy ścigania, choć nie było to proste, bo się wstydziłam. Poszłam, zapisali dziesięć kartek A4, po dwóch stronach zapisanych. Wymieniłam dowody, sytuacje, których doświadczyłyśmy wiele razy, miliony. I już nie wiem, co jest dowodem, bo na pewno nie są nim nagrania. Jak wtedy jeszcze mąż zmiażdżył mi palec o lodówkę, to sąd powiedział mi, że nie jest nagranie wiarygodne, to nie jest to dowód, bo ja je nagrałam, a nie osoba trzecia – relacjonuje.
Prokuratura: decyzję podtrzymał sąd
Do sprawy odniosła się prokuratura w Opolu Lubelskim. Prokurator rejonowa Marzena Czopek przekazała w oświadczeniu, że w sprawie przeprowadzono wszystkie niezbędne czynności procesowe. Dodała, że decyzja kończąca postępowanie została utrzymana przez sąd.
Według prokuratury oznacza to, że dokonana przez śledczych ocena prawna i faktyczna została uznana za prawidłową.
Trudny powrót do domu
Po długim zwolnieniu lekarskim pani Katarzyna nie wróciła już do pracy w policji. Z powodu problemów finansowych musiała zrezygnować z wynajmowanego mieszkania i wrócić z dziećmi do dawnego domu.
Jak relacjonuje rodzina, na posesji znajdowało się kilkadziesiąt psów hodowanych przez byłego męża, a warunki były bardzo trudne. Siostra pani Katarzyny przyznaje, że w domu panował „okropny smród”, a samo miejsce miało przypominać „melinę”.
Starsza córka wspomina także trudne sytuacje po powrocie do domu. Według jej relacji w pewnym momencie w mieszkaniu brakowało podstawowego wyposażenia.
- Nasz tata pozabierał wszystko, jak się wyprowadzał, m.in. łóżko. Ja leżałam na podłodze i uwiłam z kocyków gniazdo. Powiedział, że mam spać jak suka – mówi dziewczynka.
Monitoring i kolejne sprawy
Obecnie były mąż kobiety nie mieszka w domu, jednak – jak twierdzi pani Katarzyna – nadal obawia się o bezpieczeństwo swoje i dzieci. Na posesji zamontowała monitoring oraz system alarmowy.
Część postępowań nadal się toczy, między innymi w sprawie agresywnego zachowania wobec jednej z córek.
Dziennikarze Polsat News próbowali uzyskać komentarz byłego męża kobiety. Mężczyzna odmówił udzielenia wywiadu, przesyłając jedynie krótką wiadomość. Napisał, że ze względu na dobro dzieci oraz trwające postępowania sądowe nie będzie publicznie komentował sprawy i prosi o ostrożność w ocenie słów jego byłej żony.
źr. wPolsce24 za Polsat News











