Doklejony Trump przy Tusku i Kosiniaku. Czytelnicy zarzucają Wirtualnej Polsce manipulację zdjęciem

Na redakcyjną skrzynkę trafił mail od oburzonego odbiorcy, który dowodzi, że zdjęcie zostało po prostu zmontowane z dwóch różnych fotografii, bez jakiegokolwiek oznaczenia, że to fotomontaż czy grafika poglądowa.
„Po prostu doklejono korpus prezydenta USA”
W mailu, który otrzymaliśmy, nasz Czytelnik nie kryje oburzenia. Zwraca uwagę, że ilustracja użyta przez Wirtualną Polskę ma sugerować wspólne rozmowy Tuska, Kosiniaka i Trumpa o wysyłce Patriotów do Iranu z terytorium Polski – choć takich rozmów nie było:

„Zdjęcie które niby pokazuje wspólne rozmowy i ustalanie przesłania Patriotów do Iranu z Polski, które nigdy nie miało miejsca. Po prostu doklejono korpus prezydenta USA do 2 polskich polityków! Dziwne, że takie cuda na kiju bez dopisku AI w takim portalu!” – pisze nasz Czytelnik, który do swojej wiadomości dołączył dwa linki.
Pierwszy prowadzi do tekstu Wirtualnej Polski, w którym pojawia się kontrowersyjna grafika. Drugi – do materiału na innym portalu, gdzie, jak twierdzi, widać oryginalne zdjęcie Tuska i Kosiniaka‑Kamysza, bez Donalda Trumpa.
To porównanie ma potwierdzać, że ktoś „dorysował” prezydenta USA, by uatrakcyjnić przekaz. Intuicja naszego Czytelnika nie zawiodła. Sprawdziliśmy oryginalne zdjęcie w Polskiej Agencji Prasowej i oczywiście nie ma na nim Donalda Trumpa:

Jaki obraz sytuacji buduje taki kadr?
Zestawienie Tuska i Kosiniaka‑Kamysza z Trumpem na jednym zdjęciu nie jest neutralne. W oczach odbiorcy tworzy wrażenie, jakby polski premier i szef MON siedzieli przy jednym stole z prezydentem USA i wspólnie dogadywali szczegóły operacji na Bliskim Wschodzie.
W rzeczywistości takie spotkanie w tym kontekście nie miało miejsca, ale przeciętny czytelnik, który tylko „przelatuje” nagłówek i ilustrację na telefonie, dostaje bardzo konkretne skojarzenie: trójstronne, zakulisowe ustalenia na linii Tusk–Kosiniak–Trump. W czasach, gdy większość ruchu w sieci pochodzi z urządzeń mobilnych, właśnie obraz – a nie drobny podpis pod zdjęciem – buduje pierwsze, często jedyne, wrażenie. Można nawet nie zauważyć tego, że zdjęcie jest manipulacją.
Granica między ilustracją a manipulacją
Oczywiście media mają prawo korzystać z grafik ilustracyjnych, fotomontaży czy obrazów wygenerowanych przez AI. Warunek jest jeden: odbiorca musi wiedzieć, co ogląda. Branżowe standardy i dobre praktyki jasno mówią, że fotomontaż powinien być opisany jako grafika ilustracyjna, wizualizacja, przeróbka – tak, by nikt nie brał go za dokumentalne ujęcie.
W tym przypadku nie widać żadnego dopisku o wykorzystaniu sztucznie zmontowanego obrazu. W efekcie – zamiast neutralnej ilustracji – dostajemy kadr, który może być odebrany jako sugestia realnego, trójstronnego spotkania. To już nie jest kwestia „estetyki”, ale zaufania do medium i granicy między obrazem poglądowym a manipulacją.
Sprawa nie jest błaha także dlatego, że dotyczy niezwykle wrażliwego tematu: bezpieczeństwa Polski, obecności amerykańskich wojsk i ewentualnego wciągania naszego kraju w konflikt na Bliskim Wschodzie.
Jeżeli ilustracja sugeruje, że polscy politycy „dogadują się” z amerykańskim prezydentem w sprawie wysyłki Patriotów do Iranu czy na inny front, to taki przekaz może podnosić emocje, dzielić opinię publiczną i budować wrażenie zakulisowych gier, nawet jeśli tekst w środku jest ostrożniejszy. Obraz robi swoje – i zostaje w głowie dłużej niż akapity analizy.
Media pod presją AI
Afera wokół „doklejonego Trumpa” pokazuje szerszy problem całej branży. W erze generatywnego AI, łatwych przeróbek i wyścigu po kliki media muszą podnosić standard transparentności, a nie go obniżać. Czytelnik ma prawo wiedzieć, czy patrzy na zdjęcie dokumentalne, ilustrację stockową, czy fotomontaż przygotowany na potrzeby tekstu.
Jednoznaczne oznaczanie grafik, wyraźne podpisy i jasna informacja o wykorzystaniu narzędzi AI to minimum, jeśli portale informacyjne chcą utrzymać wiarygodność. Szczególnie wtedy, gdy publikują materiały o wojnie, obronności czy relacjach z USA – bo tu każdy „doklejony” polityk może wprowadzić opinię publiczną w błąd znacznie poważniej niż w tekście o kulturze czy sporcie.
źr. wPolsce24 za WP










