Matka Boża objawiła się w Gietrzwałdzie aż 187 razy! Dlaczego o tym nie pamiętamy?

Czy Polacy wiedzą, co przed prawie 150 laty wydarzyło się w Gietrzwałdzie?
Ewa K. Czaczkowska: Zdecydowana większość Polaków, czy może polskich katolików, coś pewnie słyszała: że były objawienia Matki Bożej; ale niewiele więcej. Wielu nie będzie pewnie nawet w stanie powiedzieć, co przekazała Matka Boża. Przekonałam się o tym, kiedy zbierałam materiały do mojej książki. Nawet niektórzy księża się przyznawali, że nigdy nie byli w Gietrzwałdzie. Oczywiście, w archidiecezji warmińskiej, czy szerzej na północy Polski, wiedza o tym wydarzeniu jest większa, ale generalnie jest niedostateczna, a miejsce to nie ma takiej rangi, jaką powinno mieć. A to przecież jedyne uznane objawienia maryjne w Polsce!
Matka Boża przychodziła przez 82 dni
Przypomnijmy więc w największym skrócie, co takiego ważnego się tam zdarzyło.
E.Cz: W 1877 roku w Gietrzwałdzie na Warmii objawiła się Matka Boża. I to nie raz, nie dwa. Maryja objawiała się przez 82 dni. Podaje się różne liczby, ale z moich dociekań wynika, że pojawiła się aż 187 razy! To naprawdę ogromna liczba. Matka Boże objawiła się dwóm dziewczynkom - 13-letniej Justynie Szafryńskiej i 12-letniej Barbarze Samulowskiej - i przekazała im swoje przesłanie. Jej najważniejszym życzeniem było, abyśmy codziennie odmawiali różaniec i po drugie, aby w miejscu Jej objawień stanęła kapliczka z Jej wizerunkiem. Kapliczka faktycznie została wzniesiona i 16 września 1877 roku, w ostatnim dniu objawień, pobłogosławiona ręką Matki Bożej. Co istotne, przedstawiła się Ona dziewczętom jako Maria Niepokalanie Poczęta czy Niepokalane Poczęcie, czyli tym samym imieniem, którym przedstawiła się w Lourdes.
W 1858 roku, czyli prawie 20 lat wcześniej. Objawienia w Gietrzwałdzie nie były ewenementem w tamtym czasie..
E. Cz: To prawda, objawień maryjnych było w XIX wieku dużo. W samej tylko Francji było 5 objawień maryjnych, które zostały uznane przez Kościół. Były we Włoszech, w Irlandii, a rok wcześniej, także w Prusach Zachodnich, niedaleko Trewiru, w Marpingen - z tym, że te akurat nie zostały uznane, choć były niezwykle podobne do tych z Gietrzwałdu. Wszędzie Matka Boża prosiła o nawrócenie i o modlitwę.
Mówiła po polsku
Czy specyfika objawień w Gietrzwałdzie wynika tylko z ich ogromnej liczby?
E. Cz: Liczba jest rzeczywiście imponująca, ale w tamtym czasie dla tamtejszej ludności ważne było przede wszystkim to, że Matka Boża mówiła po polsku, czyli w języku, w jakim komunikowały się dziewczynki - a one mówiły gwarą warmińską. Ale Matka Boża zawsze mówi w języku tych, do których się zwraca. Język na pewno miał wpływ na wzmocnienia tożsamości Warmiaków, mieszkańców tamtego regionu. Pamiętajmy też, że Matka Boża objawia się po to, żeby nawracać, umacniać w wierze i pobożności, pokazując, że to w modlitwie ludzie znajdą rozwiązanie swoich problemów. W Gietrzwałdzie wierni pytali Maryję o różne sprawy. Wiele z nich dotyczyło szykan, jakich doświadczali Warmiacy od władz, bo tamte tereny znajdowały się wtedy pod zaborem pruskim.
Szykany pruskich władz
Jak na te objawienia zareagowały władze niemieckie? Bismarckowski Kulturkampf, którego zasadniczym celem była walka z Kościołem katolickim, był przecież w apogeum.
E. Cz: Niemieckie władze przez cały okres objawień nie przeszkadzały. I to był pewnego rodzaju ewenement. Rok wcześniej w Marpingen oddział żandarmerii pruskiej rozbił pielgrzymów, byli rani. To się odbiło szerokim echem w całych Prusach. W Gietrzwałdzie władze nie przeszkadzały pielgrzymom, a nawet do pewnego stopnia pomagały – zwiększano na przykład składy pociągów do kilkudziesięciu, a nawet 100 wagonów, bo tyle ludzi się tam zjeżdżało. W 1887 roku przybyły tam setki tysięcy pielgrzymów z całych Prus, oczywiście przede wszystkim z Wielkopolski, Pomorza, Warmii.
Nie było więc żadnych obaw?
E. Cz: Początkowo faktycznie władze myślały, że to sprzeciw wobec Kulturkampfu, ale z czasem Niemcy doszli do wniosku, że chodzi o kwestie narodowe, czyli o sprawę odzyskania przez Polskę niepodległości. W związku z tym już po zakończeniu objawień zaczęły się ostre szykany wobec duchownych i pielgrzymów. Miejscowy proboszcz, który opiekował się dziewczętami, ks. Augustyn Weichsel był wzywany kilkadziesiąt razy na przesłuchania, nakładano na niego grzywny, siedział tydzień w więzieniu w Olsztynie..
Ks. Weichsel był Niemcem..
E. Cz: Tak.
Czyli miejscowy proboszcz zachował się jak należy, a hierarchowie Kościoła katolickiego?
E. Cz: Też bardzo dobrze. Biskup diecezji warmińskiej Philipp Krementz, kiedy tylko się dowiedział, co się dzieje, przysłał komisję złożoną z teologów, która miała zbadać objawienia, poza tym wysyłał do Gietrzwałdu doświadczonych i szanowanych księży, którym ufał, m. in. z Braniewa, gdzie było seminarium duchowne. Więcej, sam przyjechał, prawdopodobnie osobiście rozmawiał z dziewczynkami. Powiedziałabym, że zachował się bardzo roztropnie, bo zrobił wszystko to, co biskup w takiej sytuacji zrobić powinien. Zresztą już w 1877 roku był bliski uznania tych objawień.
Zabrakło sygnału z Watykanu
Dlaczego więc tego nie zrobił?
E. Cz: Jak się wydaje, brakowało pozytywnego sygnału z Watykanu. W grę wchodziły oczywiście sprawy polityki kościelnej, ale też międzynarodowej, także watykańsko-niemieckiej.
Chodziło o kwestie narodowościowe?
E. Cz: Tak można wnioskować. Poza tym trzeba pamiętać, że jednak wielu księży, przede wszystkim niemieckich - a takich była tam większość - było nastawionych do tych objawień krytycznie.
Nikt nie miał serca do tych ziem
Czy dlatego trzeba było czekać na oficjalne uznanie objawień w Gietrzwałdzie aż 100 lat?
E. Cz: Na pewno wiele się na to złożyło: przede wszystkim brak polskiej państwowości, Kulturkampf, relacje niemiecko-watykańskie. Później doszedł do tego przegrany przez Polaków plebiscyt z 1920 roku, gdy Warmia pozostała przy Niemczech. Po II wojnie światowej wróciła do Polski, ale nastąpiła niemal całkowita wymiana miejscowej ludności. Dzisiaj Warmiaków, tych starych Warmiaków, już tam nie ma. Do tego w PRL Kościół długo musiał walczyć o przetrwanie. W tej sytuacji trudno się dziwić prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu, iż budując program Wielkiej Nowenny Milenium Chrztu Polski, skoncentrował go wokół Jasnej Góry, w tamtym czasie duchowej stolicy Polski. Inne sanktuaria po prostu nie wchodziły w grę.
Wielkie niedopatrzenie
Czy to dlatego Gietrzwałd nie jest tak znany jak Lourdes, La Salette, czy Fatima?
E. Cz: Tak, na pewno to wszystko miało wpływ. Zresztą bardzo długo w PRL Gietrzwałd, czy Warmia w ogóle, przez wiele osób były postrzegane jako ziemie obce, bo poniemieckie. Nikt nie miał do nich serca.
A dziś? Czy Gietrzwałd ma jeszcze szansę zostać drugą Fatimą?
E. Cz: Ma wszelkie predyspozycje ku temu, żeby stać się ważnym miejscem dla Polaków, dla katolików w Polsce, dla wierzących po prostu. Potrzeba tylko ogromnej pracy duszpasterskiej. Ludzie muszą się przede wszystkim dowiedzieć, że takie miejsce istnieje, a potem chcieć tu przyjechać i je zobaczyć, przeżyć. Dla mnie naprawdę jest jakimś wielkim niedopatrzeniem to, że przygotowania do obchodów 150. rocznicy objawień nie odbywają się w całej Polsce. Diecezja warmińska oczywiście się szykuje: jest nowenna, peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej itd., ale dlaczego nie dzieje się to w całym kraju? Dlaczego nie ma katechez, rekolekcji, jakiegoś programu? Skoro są nabożeństwa fatimskie, dlaczego nie wprowadzić nabożeństw gietrzwałdskich? Dlaczego nie znamy słów Matki Bożej tam wypowiedzianych? Słów, które powinny być znane w całej Polsce.
Jakich na przykład?
E. Cz: 8 września Matka Boża powiedziała: „Nie smućcie się, Ja zawsze będę przy was”. To słowa pełne nadziei, które powinny być wyryte w każdym kościele w Polsce i powinny być znane nam wszystkim.
Prezydent Karol Nawrocki zaprosił na obchody 150. rocznicy objawień w Gietrzwałdzie papieża Leona XIV, może to jest jakaś szansa dla tego miejsca?
E. Cz: Mam nadzieję, że dzięki tej wizycie wielu z nas pozna to miejsce i w nim się odnajdzie.
- rozmawiała Beata Zubowicz

Ewa K. Czaczkowska, z wykształcenia historyk, jest dziennikarką, publicystką, autorką wielu książek biograficznych w tym prymasa Stefana Wyszyńskiego, św. Faustyny Kowalskiej czy bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Adiunkt na Wydziale Nauk o Komunikacji i Dziennikarstwa UKSW.











