Andrzej Poczobut: „Wyszedłem do przodu i za mną poszli ludzie. Za nich odpowiadam”

To nie tylko relacja z niewoli, to manifest godności człowieka, który nawet w celi nie przestał być wolny.
Wyrwany kawałek życia
Andrzej Poczobut przebywa obecnie pod opieką lekarzy w Polsce. Choć formalnie jest wolny, proces powrotu do normalności po pięciu latach izolacji jest trudny i bolesny. Najbardziej uderzający okazał się być upływ czasu, widoczny nie w kalendarzu, a w twarzach najbliższych.
Wielkim przeżyciem było to, że zobaczyłem rodzinę, bo od bardzo dawna jej nie widziałem. Wiecie, jak mnie aresztowano, syn miał 11 lat i pewnie metr czterdzieści wzrostu, a teraz ma metr dziewięćdziesiąt i jest wyższy ode mnie. To smutne, bo to duży kawałek życia, który został wyrwany. Na co dzień człowiek nie zdaje sobie z tego sprawy, ale gdy zobaczyłem syna, takiego dużego, już mężczyznę, to boleśnie to poczułem”.
System jak w Gułagu
Dziennikarz spędził większość wyroku w Kolonii Karnej nr 1 w Nowopołocku. Opisuje ten system jako bezpośrednią kontynuację sowieckich łagrów, gdzie warunki bytowe i metody psychicznego nacisku mają na celu złamanie jednostki.
System jest taki jak był w Gułagu, choć warunki bytowe są inne. [...] W niewielkim pokoju siedzą cztery osoby, są dwie dwupiętrowe prycze. Dookoła tego murowanego baraku teren jest ogrodzony, więźniowie po pracy mogą po nim chodzić. Ale ja w takich warunkach nie siedziałem”.
Poczobut, ze względu na swoją nieugiętą postawę i odmowę przyznania się do winy, był traktowany ze szczególną surowością. Przez ponad rok przebywał w całkowitej izolacji, ponieważ administracja zauważyła, że rozmowa z drugim człowiekiem jest dla niego formą ucieczki od więziennej rzeczywistości.
Traktowano mnie jak więźnia, który narusza zasady egzystencji, regulaminu, z punktu widzenia administracji więziennej. Chodziło przede wszystkim o to, że nie uznaję swojej winy. A jeżeli nie uznaję winy, to nie ma mowy o resocjalizacji. [...] Przez ponad rok siedziałem sam”.
Najtrudniejsze chwile przeżył w karcerze, gdzie codzienność sprowadzała się do walki z chłodem i fizycznym dyskomfortem.
Tam warunki są najgorsze. Śpisz na deskach, nie masz poduszki, żadnych rzeczy ze sobą oprócz szczoteczki do zębów, mydła i papieru toaletowego. Żeby zasnąć, kładziesz sobie pod głowę rolkę papieru. No i jest zimno. Mało przyjemne miejsce”.
Więzienie to także fizyczne wycieńczenie. Dziennikarz wspomina drastyczny spadek wagi oraz stan swojego ubrania, które pod koniec wyroku było bliskie rozpadu.
Jak mnie wsadzali, to ważyłem 93 kilogramy. Miesiąc przed zwolnieniem zszedłem do 74 kilogramów. Tam był głód”.
[Ubranie] prałem, ale zawsze się bałem tego momentu, bo było ryzyko, że się po prostu rozleci”.
Walka o pamięć AK i zniszczone groby
Jednym z fundamentów oskarżeń wobec Poczobuta była jego działalność na rzecz upamiętnienia żołnierzy Armii Krajowej. Dla białoruskiego reżimu polska historia stała się narzędziem „spisku”.
Szczególnie bolesnym wątkiem rozmowy jest los cmentarza w Surkontach, gdzie spoczywają żołnierze majora Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza”, polegli w walce z NKWD. Reżim Łukaszenki zrównał tę nekropolię z ziemią w sierpniu 2022 roku.
25 sierpnia 2022 roku Łukaszenka zrównał ten cmentarz z ziemią. Na szczęście [...] ekshumacji nie przeprowadzono, czyli chłopcy fizycznie nadal tam leżą. Ja wtedy jedyny raz dziękowałem panu Bogu, że siedzę w więzieniu. To sprawiało, że było mi mniej wstyd za tę hańbę, za to, że dopuściliśmy do tego, że te groby zostały zniszczone. [...] Zrównali z ziemią, ale o tym miejscu Polacy pamiętają i pamiętać będą”.
Odpowiedzialność lidera i powrót na Białoruś
Mimo traumy, Andrzej Poczobut deklaruje chęć powrotu na Białoruś, gdy tylko stan jego zdrowia na to pozwoli. Jego wcześniejsze odmowy wyjścia na wolność wynikały z głębokiego poczucia obowiązku wobec ludzi, których zaangażował w polską działalność społeczną.
Wielu ludzi mnie pyta, dlaczego nie chciałem wyjść bez gwarancji powrotu na Białoruś. Ale jak mogłem wyjechać, skoro w tym samym czasie zaczęli ścigać uczniów szkół średnich, którzy uczestniczyli w całkowicie legalnych objazdach miejsc pamięci narodowej? [...] I miałbym tych ludzi zostawić? Ja, który to wymyśliłem, który to organizowałem? Jeśli wyszedłeś do przodu i za tobą poszli ludzie, to ty za nich odpowiadasz”.
Dziennikarz zdradza również kulisy swojego uwolnienia. Kluczowe okazało się zaangażowanie dyplomacji USA, co przełamało dotychczasowy impas w rozmowach z białoruskimi władzami.
Myślę, że to właśnie udział Amerykanów spowodował, że to, co wcześniej było niemożliwe, czyli uzyskanie gwarancji powrotu, stało się możliwe. [...] Ściągnęli Andżelikę Borys w towarzystwie człowieka z administracji prezydenta Łukaszenki, który zapewnił, że będę mógł powrócić, powołał się na ustalenia z Amerykanami, pokazał mi zdjęcia z tych rozmów”.
Polskość ponad podziałami
Andrzej Poczobut podkreśla, że sprawa polskiej mniejszości na Białorusi stała się płaszczyzną porozumienia ponad podziałami politycznymi w samej Polsce. Podczas rozmowy podziękował przedstawicielom różnych opcji politycznych, m.in. Karolowi Nawrockiemu, Donaldowi Tuskowi i Mateuszowi Morawieckiemu.
To nie polityka nas łączy. Łączy nas przywiązanie do tradycji polskich, działalność na rzecz języka polskiego, kultury polskiej, ochrony miejsc pamięci narodowej. [...] Każdemu, kto reprezentuje Polskę, należy się odpowiedni szacunek. To pozwala mniejszości polskiej na Białorusi być ponad podziałami w Polsce”.
Pełna treść tego wywiadu, który dostępny jest na łamach tygodnika "Sieci", to wstrząsający obraz walki o prawo do własnej tożsamości w cieniu totalitarnego państwa. Andrzej Poczobut przypomina nam, że cena za wierność wartościom bywa najwyższa, ale to właśnie ona stanowi o godności człowieka.
źr. wPolsce24











