Depilacja bikini tylko u lekarza? Kontrowersyjne wytyczne Ministerstwa Zdrowia

Ministerstwo Zdrowia opublikowało listę procedur, które – zgodnie z nowymi wytycznymi – mogą być wykonywane wyłącznie przez lekarzy i lekarzy dentystów (posiadających odpowiednią specjalizację lub ukończone certyfikowane kursy).
- MZ ogłosiło listę zabiegów które mogą robić tylko lekarze i lekarze dentyści (i to ze specjalizacją albo po odpowiednich kursach). W końcu, dziękujemy – napisał na X lekarz Jakub Kosikowski. Zaadresował on swój wpis także do przedstawiciela branży kosmetycznej, na której działania nowe przepisy będą miały wpływ.
Dokument, który miał uporządkować rynek medycyny estetycznej, już w dniu publikacji wywołał burzę w sieci.
Co dokładnie znalazło się na liście?
Zakres procedur objętych wytycznymi jest bardzo szeroki. Obejmuje m.in.:
- zabiegi z użyciem toksyny botulinowej,
- wypełniacze na bazie kwasu hialuronowego (wolumetria, lifting, modelowanie),
- mezoterapię (również z użyciem witamin, aminokwasów, kolagenu i leków),
- osocze bogatopłytkowe i fibrynę,
- peelingi medyczne średniogłębokie i głębokie,
- procedury iniekcyjne z użyciem leków (np. sterydów, hialuronidazy),
- a także szeroką gamę urządzeń medycznych stosowanych w medycynie estetyczno-naprawczej, w tym lasery.
I właśnie ten ostatni punkt wzbudził największe emocje.
Laser, czyli… depilacja?
Na liście znalazły się m.in. lasery: CO₂, Nd:YAG, Er:YAG, ale również laser diodowy, powszechnie wykorzystywany w gabinetach kosmetologicznych do depilacji. To wystarczyło, by w mediach społecznościowych pojawiły się kpiące komentarze.
- Ahahaha, tak teraz czytam – wpisali sobie też laser diodowy. Żeby zrobić depilację bikini od teraz do konowała – ironizuje jeden z internautów.
W podobnym tonie wypowiada się wielu komentujących, sugerując, że nowe wytyczne oderwane są od realiów rynku usług kosmetycznych i mogą prowadzić do absurdów.
Intencja resortu kontra praktyka
Resort zdrowia oraz samorząd lekarski argumentują, że celem regulacji jest ochrona pacjentów i wyraźne rozróżnienie między zabiegami kosmetycznymi a procedurami medycznymi, które niosą realne ryzyko powikłań. Wskazuje się, że urządzenia laserowe – nawet te używane do depilacji – są wyrobami medycznymi, a niewłaściwe ich użycie może prowadzić do poparzeń, blizn czy trwałych uszkodzeń skóry.
Problem w tym, że wytyczne nie wprowadzają jasnego rozróżnienia między:
- laseroterapią o charakterze stricte medycznym,
- a powszechnymi zabiegami estetyczno-kosmetycznymi, wykonywanymi od lat przez kosmetologów i techników kosmetycznych.
Chaos interpretacyjny?
Na razie nie jest jasne, czy nowe wytyczne oznaczają faktyczny zakaz wykonywania depilacji laserowej poza gabinetami lekarskimi, czy też dokument ma charakter ogólny i będzie dopiero doprecyzowany w praktyce lub aktach wykonawczych.
Jedno jest pewne: publikacja listy zamiast uspokoić rynek, otworzyła pole do sporów, memów i pytań o granice regulacji państwowej.
Czy rzeczywiście zmierzamy w stronę sytuacji, w której na depilację bikini trzeba będzie umawiać się do lekarza? A może to tylko legislacyjny skrót myślowy, który wymaga pilnych wyjaśnień?
Na odpowiedzi resortu zdrowia czekają nie tylko kosmetolodzy, ale i sami pacjenci.
źr. wPolsce24











