Urzędnicy umywają ręce. Czy ktoś odpowie za błędy fotoradarów?

Około 2 tys. kierowców mogło otrzymać nieprawdziwą informację o wykroczeniu wskutek błędnie działającego odcinkowego pomiaru prędkości na autostradzie A6 opodal Szczecina. W tej sprawie alarm podniósł – bodaj jako jeden z pierwszych - doradca Prezydenta RP i były szef Inspekcji Transportu Drogowego Alvin Gajadhur.
Fotoradary zawyżały prędkość
Chodzi o domniemane wykroczenia zarejestrowane przez odcinkowy pomiar prędkości na autostradzie A6 "Szczecin - Rzęśnica", który od 29 kwietnia 2026 do 4 maja 2026 roku zawyżał prędkość pojazdów.
CANARD (Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym) to jednostka Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD/ITD) odpowiedzialna za nadzór nad drogami. System obejmuje fotoradary, rejestratory przejazdu na czerwonym świetle oraz odcinkowe pomiary prędkości (OPP). Te ostatnie mierzą średnią prędkość pojazdu na danym odcinku drogi – nie chwilową, a właśnie uśrednioną na podstawie czasu przejazdu między punktami. Dane trafiają do centralnego przetwarzania, a kierowcy otrzymują mandaty automatycznie.
I kto zawinił?
I to właśnie urządzenie należące do tego systemu przez kilka dni działało wadliwie. - Został popełniony błąd przez pracownika firmy wykonawcy, który nieprawidłowo skonfigurował urządzenie, wprowadził błędne dane. Stąd były nieprawidłowości przy liczeniu średniej prędkości – tłumaczył zastępca szefa CANARD Marek Konkolewski.
Chodzi o firmę Sprint S.A., która odpowiada za modernizację i rozbudowę o 43 nowe odcinkowe pomiary prędkości instalowane na autostradach i drogach ekspresowych.
Czy CANARD jest potrzebny?
Te tłumaczenie nie zadowalają Alvina Gajadhura, który śledzi całą sprawę od początku. „Pan Marek zapomniał, że to GITD oficjalnie odebrał system” – zwrócił uwagę na platformie X. Ironizował, że w takim ujęciu sprawy CANARD jest niepotrzebny, bo za błędy odpowiada wykonawca.
Potem zwrócił się do ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka: „Podobno uwierzył Pan w wyjaśnienia Marka Konkolewskiego. Idąc tym tokiem rozumowania, to nie kierowcy powinni płacić mandaty za przekroczenie prędkości, tylko producenci samochodów” – podkreślił.
Dobra informacja dla kierowców jest tylko taka, że nie zapłacą mandatów. - Do wszystkich osób, do których trafiły wezwania, że mogły popełnić wykroczenie, wysłaliśmy informacje z przeprosinami i informacją, że ta sprawa jest już zamknięta w naszym systemie" - powiedział Konkolewski.
źr. wPolsce24











