Tajemnicza Rosjanka i miliony z rajów podatkowych. Czego prokuratura „nie zauważyła” w sprawie Giertycha?

Sprawa wyprowadzenia blisko 92 mln zł ze spółki deweloperskiej Polnord od lat elektryzuje opinię publiczną. Gdy w 2024 roku prokuratura zdecydowała o umorzeniu wątku dotyczącego posła Koalicji Obywatelskiej, wydawało się, że to koniec problemów mecenasa. Jednak dziennikarskie śledztwo ujawnia, że w aktach sprawy znajdowały się „białe plamy”, których nikt nie chciał zbadać.
Łączniczka z Liechtensteinu
Kluczowym elementem układanki, który miała przeoczyć prokuratura, jest postać Rosjanki z francuskim paszportem. Kobieta ta specjalizowała się w obsłudze rosyjskich interesów w rajach podatkowych. Według ustaleń, była ona wspólniczką w podmiocie zarejestrowanym w Liechtensteinie, przez który przechodziły wielomilionowe transfery.
Co ciekawe, daty i kwoty tych operacji finansowych niemal idealnie pokrywają się z harmonogramem transakcji opisanych w tzw. aferze Polnordu. Mimo tak uderzającej zbieżności, śledczy - w ocenie dziennikarzy Wirtualnej Polski - nie zdecydowali się na przesłuchanie kobiet zarządzających tymi spółkami ani nie wystąpili o pomoc prawną do Liechtensteinu w celu zabezpieczenia dokumentacji.
Mechanizm „utrudniania łączenia kropek”
Z ustaleń wynika, że system przepływu pieniędzy był zaprojektowany tak, by zatrzeć ślady ich pochodzenia. Dziennikarze WP utrzymują, iż zamiast przelewów od bezpośrednich współpracowników Giertycha, środki trafiały do kancelarii od „zagranicznych kontrahentów”.
-
Przelewy z dopiskiem: Sebastian J. (znany w aktach jako „Foka”) przelał na konto kancelarii ok. 1,38 mln zł, każdorazowo wpisując w tytule nazwisko żony polityka z charakterystyczną literówką w łacińskiej sentencji prawnej.
-
Raj podatkowy jako parawan: Wykorzystanie podmiotu z Liechtensteinu sprawiło, że prokuratura – zdaniem ekspertów – „nie rozpracowała tego wątku”, co ostatecznie ułatwiło oczyszczenie polityka z zarzutów.
Dlaczego sprawę umorzono?
Osoby zaangażowane w śledztwo wskazują - w tekście Szymona Jadczaka i Karoliny Wysoty - na trzy główne przyczyny porażki oskarżycieli:
-
Pośpiech i brak doświadczenia: Zespół pracujący przy sprawie miał nie podołać skomplikowanej strukturze finansowej.
-
Naciski polityczne: Sugeruje się, że atmosfera wokół rozliczeń z poprzednią władzą wywierała ogromną presję na śledczych.
-
Błędy formalne: Od samego początku Giertych skutecznie kwestionował skuteczność postawienia mu zarzutów, co sędziowie często podzielali.
Co dalej?
W styczniu 2021 roku wspomniane postępowanie zostało umorzone. Uznano, że nie doszło do przestępstwa. Jednocześnie sąd oceniłzatrzymanie mecenasa jako nieuzasadnione i upokarzające. W uzasadnieniu podkreślono, że nie było podstaw, by podejmować tak radykalne działania wobec Giertycha, a ich skutkiem było rozpowszechnianie niepotwierdzonych sugestii w mediach. W pierwszej instancji sąd przyznał Giertychowi 20 tys. zł zadośćuczynienia, jednak Sąd Apelacyjny w Warszawie podwyższył kwotę do 35 tys. zł.
Czy jujawnione fakty stawiają pod znakiem zapytania rzetelność zakończonego postępowania? Tak twierdzi Wirtualna Polska. Jednocześnie Giertych konsekwentnie utrzymuje, że sprawa miała charakter czysto polityczny. Brak weryfikacji „wątku rosyjskiego” i przelewów z rajów podatkowych z pewnością pozostawia pole do domysłów. Czy prokuratura zdecyduje się na wznowienie działań w oparciu o nowe dowody? Na razie w resorcie sprawiedliwości panuje w tej kwestii wymowne milczenie.
źr. wPolsce24 za WP.PL











