Cała Unia Europejska czeka, aż Polska zacznie pożyczać pieniądze w ramach SAFE. Najbardziej ci, którzy... nie zdecydowali się wziąć udziału w programie!

RMF alarmuje o "nieoficjalnych doniesieniach z kuluarów Komisji Europejskiej", z których wyłania się niezwykle pesymistyczny scenariusz dla planów zbrojeniowych wdrażanych w ramach programu SAFE.
Według ich korespondentki, Bruksela z narastającą konsternacją obserwuje debatę w Warszawie dotyczącą ustawy o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa (SAFE).
Zapowiedź weta prezydenta Karola Nawrockiego jest tam odbierana jako "realne zagrożenie dla harmonogramu zbrojeń całej wspólnoty".
„Zamiast pewności mamy bałagan”
„Polska jest największym beneficjentem programu SAFE, a jej plan obronny oceniamy jako bardzo solidny” – przyznaje oficjalnie rzecznik KE Thomas Regnier. Jednak poza kamerami ton wypowiedzi jest znacznie ostrzejszy. Źródła RMF FM wskazują, że brak politycznej zgody w Polsce wprowadza „chaos” w miejscu, gdzie kluczowa jest przewidywalność.
Bruksela przypomina: bez silnej Polski, chroniącej wschodnią flankę NATO i UE, nie ma mowy o skutecznym bezpieczeństwie kontynentu.
Tymczasem czas ucieka. Pytanie: skąd ten pośpiech, przecież Polska dokonywała zakupów w czasie rządów Zjednoczonych Prawicy bez programu SAFE, a nasze wydatki na zbrojenia są najwyższe w całym NATO?
Dlaczego więc nagle unijny program stał się tak istotny? Wszystko z powodu kluczowego terminu, który upływa pod koniec maja 2026 roku – do tego czasu państwa mogą zawierać kontrakty na samodzielne zakupy. Stąd naciski premiera Donalda Tuska, aby dokonać zakupów jak najszybciej, zwłaszcza, że wiele państw chciałoby, żeby to u nich Polska wydawała swoje pieniądze.
Po tej dacie większość projektów będzie wymagała współpracy z co najmniej jednym partnerem z UE, co może spowolnić proces modernizacji.
Kto pożycza miliardy, a kto mówi „nie”?
Przypomnijmy, program SAFE (Security Action for Europe) to fundusz o łącznej wartości 150 miliardów euro, oferujący niskooprocentowane pożyczki (ok. 3%) z okresem spłaty do 45 lat.
Największe pożyczki planują:
-
Polska: Absolutny lider zestawienia. Wnioskowana kwota to aż 43,7 mld euro (blisko 200 mld zł). Rząd planuje, by ok. 80-89% tych środków trafiło bezpośrednio do polskiego przemysłu zbrojeniowego. Nie ukrywa jednak, iż część pożyczanych przez Polskę pieniędzy trafi np. na Ukrainę.
-
Rumunia: Drugie miejsce na liście z kwotą 16,68 mld euro.
-
Włochy: Planują zaciągnąć pożyczkę w wysokości ok. 14,9 mld euro.
-
Pozostali uczestnicy: W pierwszej i drugiej fali akceptacji planów znalazły się także: Estonia, Grecja, Łotwa, Litwa, Słowacja, Finlandia, Hiszpania, Belgia (8,3 mld euro), Bułgaria, Chorwacja, Cypr (1,18 mld euro) oraz Portugalia. Symboliczny udział zadeklarowała Dania (47 mln euro).
Państwa, które odmówiły udziału: Nie wszystkie kraje zdecydowały się na unijne wsparcie. Głównym powodem jest najczęściej wysoka wiarygodność kredytowa (rating AAA), która pozwala im pożyczać pieniądze na rynkach jeszcze taniej niż przez mechanizm unijny.
-
Niemcy: Zrezygnowały z pożyczki, finansując zbrojenia z własnego funduszu (100 mld euro). Ambasador Niemiec w Polsce podkreślał, że Berlin popiera SAFE, ale ekonomicznie bardziej opłaca mu się emisja własnych obligacji, czyli podobny program do tego, który zaproponował prezes NBP Adam Glapiński.
-
Inne kraje na „nie”: Holandia, Szwecja, Austria, Irlandia, Luksemburg, Malta oraz Słowenia.
Plan B premiera Tuska. Pominie prezydenta?
W obliczu prawdopodobnego weta prezydenta Nawrockiego, premier Donald Tusk zapowiedział już istnienie „planu B”. Ma on polegać na wdrażaniu programu SAFE z pominięciem mechanizmów wymagających podpisu głowy państwa, choć – jak wskazują eksperci – może to być prawnie karkołomne i nie uspokaja w pełni urzędników w Brukseli.
Sprawa ma również wymiar geopolityczny. Program SAFE stawia na zakupy sprzętu produkowanego w Europie (minimum 65% komponentów musi pochodzić z UE, EOG lub Ukrainy), co ma zmniejszyć zależność kontynentu od dostaw z USA. Unijni decydenci nawet tego nie ukrywają, piszą o tym wprost w założeniach swojego programu.
Oczywiście jest to zrozumiałe z perspektywy Niemiec, Francji czy Szwecji, które chcą sprzedawać w Polsce swoje produkty. Pytanie tylko, czy to na pewno jest dobra droga dla Polski?
źr. wPolsce24 za RMF/EuroNews











