„Zabójcze dla polskich interesów”. Byli ambasadorowie miażdżą przemówienie Łukasiewicza o Wołyniu

W sobotę w Ołyce na Ukrainie odbyły się uroczystości upamiętniające ofiary ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich z UPA na Polakach w latach 1943-45 na Wołyniu, Podolu i w Małopolsce Wschodniej. W obchodach udział wziął m.in. chargé d'affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz.
- Pochylając głowę nad polskimi ofiarami ukraińskiej przemocy na Wołyniu, nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach państwa polskiego przed wojną i w jej trakcie. Nie tworzę symetrii, ale pamiętamy co było wstydliwe i niegodne – powiedział m. in. Łukasiewicz.
Piekło: Niedopuszczalne, niekorzystne
Przemowa, którą dyplomata przeczytał z kartki, wywołała skandal. W sieci rozgorzała na jej temat dyskusja. Większość uczestników nie zostawiła na wystąpieniu Łukasiewicza suchej nitki. Podobnie zresztą jak byli dyplomaci.
- Tego nie da się obronić, ponieważ to jest symetryzm. To jest próba traktowania ludobójstwa na Wołyniu w takich samych kategoriach jak akcje odwetowe Armii Krajowej. To jest niedopuszczalne – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską były ambasador RP w Kijowie Jan Piekło.
- Efekt tej wypowiedzi jest niekorzystny dla polskiej racji stanu i niekorzystny dla stosunków polsko-ukraińskich. Widziałem, że wzbudziło to niepokój i mocną krytykę z różnych stron i wcale mnie to nie dziwi - dodał były ambasador. Jego zdaniem wystąpienie Łukasiewicza powinno skutkować dymisją. - Ta wypowiedź była rozbieżna z narracją i polskiego rządu, i polskiego prezydenta. Szczerze mówiąc, to jest właściwie coś, co powinno w rezultacie dać zwolnienie z funkcji i powrót do kraju - uważa Piekło.
Magierowski: Nie powinien kierować ambasadą
W podobnym tonie wypowiedział się wysoko oceniany były polski ambasador w Izraelu i Stanach Zjednoczonych Marek Magierowski. Już w sobotę napisał on na platformie X: „Niekompetencja i brak dyplomatycznego wyczucia - to chyba najłagodniejsza interpretacja tych sformułowań” – ocenił surowo.
Potem tę ocenę rozwinął w komentarzu dla WP. „ Łukasiewicz ubrał swój wywód w narrację o >wielkiej, ludzkiej tragedii< okresu II wojny światowej, gdy nastąpiła erupcja zdziczałych nacjonalizmów, jedne narody wyrzynały inne, a krew lała się potokami. Wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni i wszyscy powinniśmy się za to wstydzić. Ten model opowiadania o europejskiej historii lat 30. i 40. ubiegłego wieku jest nam doskonale znany. I przez polską dyplomację powinien być zwalczany z całych sił, bo z punktu widzenia naszych interesów jest po prostu zabójczy” – argumentuje Magierowski, który w swoim tekście poddaje enuncjacje Łukasiewicza wnikliwej analizie
„Bogu dzięki żyjemy w kraju wolności słowa, w którym każdy ma prawo pleść bzdury, naginać historyczne fakty, manipulować" - ocenia, ale jednocześnie dodaje: "Czym innym są jednak publicystyczne kreacje, a czym innym oficjalne wypowiedzi najwyższych państwowych urzędników. Zwłaszcza w czasie ogromnego napięcia w dwustronnych relacjach, podsycanego przez ukraińskie władze. Jeśli Piotr Łukasiewicz tego nie rozumie, nie powinien kierować polską ambasadą w Kijowie”.
źr. wPolsce24 za wp.pl/X











