Tajne rozmowy sojuszników. Amerykańska broń jądrowa w Polsce?

Chodzi o dopuszczenie kolejnych państw, poza tradycyjną grupą sześciu krajów gospodarzy (Belgia, Niemcy, Włochy, Holandia, Turcja i Wielka Brytania), do rozmieszczania amerykańskich bomb jądrowych oraz samolotów zdolnych je przenosić. Choć rozmowy są poufne i brak jest oficjalnych decyzji, ich pojawienie się odzwierciedla obawy sojuszników o przyszłość europejskiego bezpieczeństwa wobec niedawnych zapowiedzi części amerykańskiej administracji o ograniczeniu obecności wojskowej na Starym Kontynencie.
Prezydent Karol Nawrocki deklarował gotowość Polski do udziału w programie Nuclear Sharing, jeśli taka decyzja zostanie podjęta przez sojusznicze państwa NATO i USA.
Dla bezpieczeństwa Polaków posiadanie broni atomowej i przystąpienie do programu Nuclear Sharing byłoby dobrym rozwiązaniem" - oświadczył prezydent Karol Nawrocki we wrześniu ubiegłego roku.
W kręgach polskich polityków pojawiają się mocne głosy poparcia dla zwiększenia obecności wojsk USA w kraju. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Bartosz Grodecki, podkreślił, że Polska powinna złożyć Waszyngtonowi konkretną ofertę dotyczącą stałej obecności sił amerykańskich, w tym budowy odpowiedniej infrastruktury bazowej.
Część ekspertów i polityków ostrzega, że publiczna dyskusja o Nuclear Sharing może być przedwczesna i nie sprzyjać bezpieczeństwu kraju, jeśli nie jest prowadzona z pełną koordynacją z sojusznikami i wewnątrz rządu. Według krytyków debata powinna być prowadzona ostrożnie, tak by nie komplikować relacji sojuszniczych i nie eskalować napięć z Federacją Rosyjską. Jednak w kontekście agresywnej polityki Rosji i trwającej wojny na Ukrainie, rozszerzenie programu Nuclear Sharing byłoby rozsądnym krokiem dla wzmocnienia bezpieczeństwa Polski i całej wschodniej flanki NATO. Wzmocnienie odstraszania nuklearnego w regionie mogłoby zwiększyć stabilność i sygnalizować gotowość USA do obrony sojuszników.
źr. wPolsce24 za RMF24/Financial Times











