Antypolskie i antysemickie szaleństwo na Ukrainie! Armia OFICJALNIE uczciła hitlerowskiego kolaboranta, kata Polaków i Żydów

Wspomniany materiał wideo zrealizowano z udziałem dowódcy 1. batalionu zmotoryzowanego 3. Samodzielnej Brygady Szturmowej, ukrywającego się pod pseudonimem „Kipisz”. W rocznicę urodzin zbrodniarza, ukraiński oficer kreuje go na „legendę ruchu wyzwoleńczego” i stawia za wzór dla współczesnych żołnierzy walczących na froncie.
Kim jednak naprawdę był Roman Szuchewycz i dlaczego jego kult jest tak głęboko zakorzeniony w strukturach tamtejszych formacji, w tym nowo tworzonych jednostek? Dla Polaków i Żydów odpowiedź jest jedna i bezdyskusyjna: był to nazistowski terrorysta i zbrodniarz wojenny.
Wspólnik Hitlera i dowódca Batalionu „Nachtigall”
Roman Szuchewycz (znany pod pseudonimem „Taras Czuprynka”) od wczesnej młodości był związany z radykalnym, szowinistycznym nurtem ukraińskiego nacjonalizmu. Jako członek OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów), a później jej frakcji banderowskiej (OUN-B), nie cofał się przed terrorem politycznym.
Przed wybuchem wojny między III Rzeszą a Związkiem Sowieckim, Szuchewycz przeszedł szkolenie w strukturach niemieckich. W 1941 roku został zastępcą dowódcy podległego Abwehrze ukraińskiego batalionu „Nachtigall”. Żołnierze tej formacji wzięli udział w zajęciu Lwowa, gdzie doszło do krwawego pogromu ludności żydowskiej oraz fali aresztowań polskiej inteligencji (w tym mordu profesorów lwowskich).
Następnie Szuchewycz służył w 201. batalionie Schutzmannschaft, biorącym udział w brutalnych akcjach pacyfikacyjnych na terenie Białorusi.
Architekt rzezi wołyńskiej
Najbardziej krwawa i mroczna karta w życiorysie Szuchewycza rozpoczyna się jednak w 1943 roku, kiedy objął on funkcję przewodniczącego Biura Prowodu OUN-B oraz dowódcy głównego Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).
To właśnie Roman Szuchewycz podjął bezpośrednią decyzję o przeprowadzeniu masowych, brutalnych czystek etnicznych na ludności polskiej. Według jednoznacznych ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej, jako szef kierownictwa OUN i dowódca UPA, ponosi on pełną, osobistą i polityczną odpowiedzialność za ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Gloryfikacja Romana Szuchewycza uwłacza pamięci ofiar rzezi wołyńskiej. Bezpośrednio z jego rozkazu zamordowano około 100 tysięcy bezbronnych Polaków – mężczyzn, kobiet i dzieci, których jedyną winą była ich narodowość” – przypominaj IPN.
To z jego inicjatywy i pod jego nadzorem oddziały UPA realizowały plan oczyszczenia „ukraińskiej ziemi” z elementów nieukraińskich, co doprowadziło do jednej z najbrutalniejszych zbrodni II wojny światowej, charakteryzującej się niebywałym wręcz okrucieństwem wobec ofiar.
Niebezpieczny kult w nowoczesnej armii
Fakt, że w 2026 roku oficjalne struktury ukraińskich wojsk lądowych (w tym nowo powołany 3. Korpus Armijny) wciąż bezkrytycznie odwołują się do spuścizny UPA i Szuchewycza, budzi głęboki niepokój. Kreowanie lidera OUN-B na „patrona nowoczesnej walki” i „uosobienie odpowiedzialności” jest nie tylko jawnym deptaniem pamięci o ofiarach, ale także budowaniem tożsamości państwowej i wojskowej na fundamentach zbrodni oraz nienawiści rasowej.
Strona polska wielokrotnie podkreślała, że integracja Ukrainy z zachodnim światem oraz budowanie trwałych, przyjacielskich relacji z Warszawą nie będą możliwe bez pełnego rozliczenia się z przeszłością i zaprzestania państwowej gloryfikacji zbrodniarzy. Próby ukrywania prawdy o Wołyniu pod płaszczykiem walki o niepodległość spotykają się w Polsce z kategorycznym sprzeciwem środowisk konserwatywnych i patriotycznych.
Dopóki na Ukrainie zamiast autentycznych bohaterów na sztandary wynosi się ludzi pokroju Szuchewycza, dopóty nad dialogiem obu narodów wisieć będzie cień nierozliczonej krwi tysięcy niewinnych Polaków i Żydów.
źr. wPolsce24











